|
Apelacja okazała się po części uzasadniona, a podzielenie jednego z jej zarzutów skutkować musiało wydaniem orzeczenia o charakterze kasatoryjnym.
Na wstępie odnieść się należy do zarzutu opartego na jednej z tzw. bezwzględnych przyczyn odwoławczych, bowiem uznanie, że skarżone orzeczenie jest nią faktycznie obarczone, skutkować by musiało uchyleniem wyroku bez konieczności badania słuszności pozostałych zarzutów apelacji. Twierdzenie jej autora, jakoby występowała w niniejszej sprawie przesłanka z art. 439 § 1 pkt. 6 k.p.k. okazało się jednak bezpodstawne. Przepis ten stanowi, iż niezależnie od granic zaskarżenia i podniesionych zarzutów oraz wpływu uchybienia na treść orzeczenia sąd odwoławczy na posiedzeniu uchyla zaskarżone orzeczenie, jeżeli (…) nie zostało podpisane przez którąkolwiek z osób biorących udział w jego wydaniu. Ustawodawca uznaje zatem wprost, iż brak podpisu którejkolwiek z osób wchodzących w skład sądu wydającego orzeczenie jest tak dalece istotna wadą, że bez względu na jego trafność i sprawiedliwość, podlega ono uchyleniu. Brak ten jednak musi być rzeczywisty, a zachodzi wtedy, gdy pod częścią dyspozytywna wyroku nie ma w ogóle podpisu lub brak podpisu któregokolwiek z członków składu sądu nie zaś wtedy, gdy podpis ten wprawdzie został tam umieszczony, ale przybrał np. postać parafy czy też postać skróconą. W postanowieniu
z dnia 11 grudnia 2018 r. (sygn. III KO 130/18) Sąd Najwyższy wprost stwierdził, że orzeczenie należy uznać za podpisane, nawet jeżeli podpis pod wyrokiem jest nieczytelny. W obowiązującym ustawodawstwie nie ma wyraźnego wskazania, jaka ma być treść podpisu i w jaki sposób ma być wykonany. Wyodrębnione pod orzeczeniem znaki, nawet jeżeli nie istnieją w wersji językowej lub graficznej i nie wskazują precyzyjnie na tożsamość osoby wydającej wyrok, są podpisami w rozumieniu art. 113 k.p.k. i nie stanowią uchybienia, o którym mowa w art. 439 § 1 pkt 6 k.p.k.
Znajdujący się na karcie 145 – 147 dokument procesowy – wyrok sądu I instancji, wydany w jednoosobowym składzie sądu został opatrzony podpisem, który ma taką samą graficzną postać jak podpis umieszczony we wszystkich miejscach opatrzonych adnotacją: ”przewodniczący” na protokołach rozprawy, zarządzeniu o jej wyznaczeniu oraz protokole ogłoszenia wyroku. Wobec tego nie powinno budzić wątpliwości, że został on złożony przez sędziego Sądu Rejonowego dla Warszawy Pragi – Południe A. T., a zatem skarżone orzeczenie zostało prawidłowo opatrzone podpisem.
Rację ma natomiast obrońca twierdząc, że orzeczenie to zapadło z obrazą art. 7 k.p.k. i art. 410 k.p.k, to mającą taki charakter, że uniemożliwia ona dokonanie należycie kontroli instancyjnej przeczenia. Trzeba przypomnieć to, co wielokrotnie podkreślano w orzecznictwie sądów powszechnych i Sądu Najwyższego – rozstrzygniecie pozostaje pod ochrona art. 7 k.p.k., a więc mieści się w granicach sędziowskiej swobody wtedy tylko, gdy zostało poprzedzone właściwym ujawnieniem materiału dowodowego, pełna jego analiza, uwzględniającą kryteria określone art. 7 k.p.k. i przy uwzględnieniu reguły nakazującym z równą starannością badać i oceniać wszelkie istotne okoliczności sprawy ( a więc przemawiające na korzyść i przeciwko oskarżonemu), a wreszcie – zostało zaprezentowane w uzasadnieniu orzeczenia w taki sposób, by możliwa była pełna, rzetelna jego kontrola odwoławcza.
Sąd Okręgowy dostrzega, iż po nowelizacji Kodeksu postępowania karnego, jaka miała miejsce w kwietniu 2016r. przepis art. 424 § 1 k.p.k. ustawodawca nakłada na sąd obowiązek przedstawienia zwięzłej argumentacji, co jednak nie może oznaczać, że obecnie pisemne motywy wyroku, zwłaszcza sporządzane na urzędowym formularzu, mogą przybierać taką postać, że w istocie stają się fikcją. Kształt graficzny uzasadnienia (od którego zawsze sąd orzekający może odstąpić, o ile tylko przyczyny się to do zaprezentowania motywów orzeczenia w sposób bardziej przejrzysty i klarowny głównie dla stron postępowania), nie zwalnia sądu od należytego wykonania obowiązku wynikającego z art. 424 § 1 k.p.k. Nie wymaga przecież szerszej argumentacji stwierdzenie, iż tylko poprzez lekturę tego dokumentu procesowego sąd odwoławczy może poznać zarówno sam proces oceny materiału dowodowego jak i wynik tej oceny, a także sposób rozumowania sądu, który doprowadza sąd do wniosku w przedmiocie odpowiedzialności karnej oskarżonego. Tak więc, jak wyrok stanowi efekt procesu myślowego sądu, tak uzasadnienie nie może ograniczać się do zaprezentowania wyłącznie tego właśnie wyniku, poprzez powtórzenie tego, co znalazło się już w części dyspozytywnej oraz ogólnikowe formułki tyczące wszystkich dowodów, ale ma właśnie relacjonować to rozumowanie prowadzące do wyroku. Uzasadnienie jest więc sprawozdaniem z tego procesu myślowego, a nie streszczeniem poszczególnych dowodów i podejmowanych czynności, które nie pozwala na przeprowadzenie kontroli zapadłego orzeczenia - ani przez strony, ani przez sąd odwoławczy. Sąd odwoławczy nie może zastąpić sądu I instancji w dokonywaniu istotnych ustaleń faktycznych ani domyślać się faktów będących podstawą rozstrzygnięcia albo też na podstawie kształtu orzeczenia wnioskować o tym, jak wyglądała ocena poszczególnych dowodów (por. wyrok Sądu Apelacyjnego w Krakowie z dnia 20 lutego 2019 r., sygn. II AKa 285/18).
Dostrzegając rysujący się w ostatnich latach wyraźny trend sądów I instancji do ogólnikowego, zdawkowego sporządzania pisemnych motywów wyroku w sposób, który czyni ten dokument całkowicie nieczytelnym dla stron postępowania, a często – także dla sądu odwoławczego. Sąd Okręgowy wyraźnie podkreśla, iż nie można wymogów stawianych uzasadnieniu orzeczenia postrzegać w oderwaniu od funkcji, jaką pełni ono w procesie. Art. 6 ust. 1 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka gwarantuje każdemu prawo do sprawiedliwego rozpatrzenia jego sprawy przez niezawisły sąd. Rzeczpospolita Polska, jako strona Konwencji, w swym systemie prawa przewiduje możliwość odwołania, a więc dwuinstancyjność postępowania sądowego. Zatem, by prawo to było respektowane, muszą być zapewnione i faktycznie realizowane instrumenty niezbędne dla rzetelnego procesu w obu jego instancjach. Uzasadnienie orzeczenia, prezentując stronom proces myślowy sądu, jest więc w istocie instrumentem do przestrzegania owej gwarancji rzetelnego procesu.
W takiej samej konwencji jakość uzasadnienia orzeczenia sądowego postrzegał Trybunał Konstytucyjny, który w wyroku z dnia 16 stycznia 2006r. ( sygn. SK 30/05) stwierdził ( na tle art. 45 ust. Konstytucji RP), że uzasadnienie orzeczeń jest decydującym komponentem prawa do rzetelnego procesu sądowego, jednocześnie podkreślając, iż uzasadnienie orzeczenia jest podstawą kontroli zewnętrznej orzeczenia przez organ wyższej instancji, bowiem dokumentuje argumenty przemawiające za przyjętym rozstrzygnięciem.
Wspomniane więc wyżej, określone art. 424 § 1 k.p.k., wymogi „zwięzłego” przedstawienia ustalonych faktów uznanych za udowodnione oraz wskazania dowodów, na podstawie których je ustalono, a także podania, dlaczego nie uwzględniono innych dowodów, postrzegać należy przez pryzmat opisanych gwarancji do rzetelnego procesu. Nie mogą być więc one rozumiane jako wyliczenie „składników” czynu przypisanego w dyspozycji wyroku, syntetyczne zaprezentowanie jego opisu czynu czy też jedynie prawne wyeksponowanie znamion przestępstwa, bez ich rozwinięcia. W takiej bowiem sytuacji zapis, o jakim mowa w art. 424 § 1 k.p.k. byłby zbędny wobec treści przepisu art. 413 § 2 pkt 1 k.p.k. ( por. wyrok Sądu Apelacyjnego w Katowicach z dnia 30 lipca 2020 r. , sygn. II AKa 214/20). Nie jest też tak, by zwięzłe odniesienie się do dowodów polegało na ich ogólnikowym skwitowaniu, często poprzez posłużenie się identycznie brzmiącym zwrotem, iż „są one jasne, konsekwentne i nie budziły zastrzeżeń”. Zarówno z doktryny prawniczej, jak i orzecznictwa Sądu Najwyższego, niekwestionowany jest podgląd, iż niewłaściwe jest ogólne powoływanie się przez sąd na przeprowadzone na rozprawie dowody, gdyż konieczne jest wskazanie i ustalenie, które z nich, w całości lub w konkretnym fragmencie, odnoszą się do określonych okoliczności faktycznych, wymagających uzasadnienia w sprawie. W razie istnienia sprzeczności między dowodami sąd powinien wyjaśnić w uzasadnieniu, na których z nich się oparł oraz dlaczego odrzucił inne; oznacza to, że z taką samą sumiennością sąd powinien oceniać zarówno te dowody, które odrzuca, jak i te, na których opiera wyrok. Brak takiego wyjaśnienia i oceny uniemożliwia odparcie zarzutu przekroczenia przez sąd granic swobodnej oceny dowodów i czyni taki zarzut zasadnym (zob. np. postanowienie Sądu Najwyższego z dnia 23 lipca 2003r., sygn. V KK 345/02)
Przenosząc te rozważania na grunt niniejszej sprawy należy stwierdzić, że sporządzone w niniejszej sprawie pisemne uzasadnienie wyroku nie tylko nie odpowiada kryteriom art. 424 § 1 k.p.k. ( co, samo w sobie, nie daje przecież podstaw do uchylenia wyroku), łamiąc w ten sposób wspomniany standard konstytucyjno – konwencyjny, ale również nie pozwala skutecznie odeprzeć zarzutu obrazy art. 7 i 410 k.p.k.
Po pierwsze – lektura części 1 ( ustalenie faktów) nie pozwala w istocie na stwierdzenie, jakie fakty sąd uznał za udowodnione i będące podstawą wyroku. Oskarżonemu zarzucono bowiem ( punkt 1 a/o) podanie nieprawdy w złożonym zeznaniu podatkowych od osób prawnych (…) i zawyżenie kosztów uzyskania przychodu przez ujęcie w księgach rachunkowych faktur VAT, które
nie dokumentowały rzeczywistych transakcji. Ten ostatni zwrot jest o tyle nieprecyzyjny, że w istocie nie wiadomo, czy chodzi o transakcje, które w ogóle nie miały miejsca w obrocie gospodarczym ( wówczas dyskusyjna może być odpowiedzialność karno – skarbowa za tzw. ”puste” faktury) czy też o takie zdarzenia gospodarcze, które faktycznie istniały ale pomiędzy innymi podmiotami, aniżeli wskazane w fakturze. Powtórzenie zatem przez sąd meriti zwrotu, iż oskarżony „zawyżył koszty uzyskania przychodu” jest niczym innym, jak powieleniem stanowiska jednej ze stron postępowania – oskarżyciela publicznego, nie zaś własnym ustaleniem sądu. W istocie bowiem sąd nie poczynił jakikolwiek ustaleń w tej materii, choćby poprzez wskazanie czego miałyby dotyczyć owe faktury, jaki podmiot je wystawił, a nawet – jak była ich łączna wartość.
Niestety wątpliwości tej nie wyjaśnia fragment dotyczący analizy dowodów ( o czym dalej), gdzie sąd odnotował jedynie, że
złożone faktury dokumentowały czynności dokonane przez inny podmiot, a nie podmiot którego dotyczyły deklaracje i w tym sensie
czynności, których faktury dotyczyły faktycznie nie dokumentowały transakcji zawieranych przez rozliczający się podmiot ( k. 163) Przytoczony fragment nie tylko nie pozwala stwierdzić, dlaczego sąd zanegował wyjaśnienia oskarżonego, ale jest po prostu zupełnie nieczytelny, niezrozumiały.
Skoro Sąd przypisał oskarżonemu popełnienie występków umyślnych, to w powinien był, także w sferze faktów, wykazać nie tylko świadomość ale i zamiar działania oskarżonego. Tymczasem Sąd ustalił, że oskarżony „dysponował „wiedzą o treści składanych dokumentów” -co przecież jest bezsporne, nie odwołując się zupełnie do kwestii umyślności jego działania czy też np. pozostawania w stanie wyższej konieczności, istnienia przyczyn od oskarżonego niezależnych. Odpowiedzi na te pytania nie udziela też fragment uzasadnienia poświęcony podstawom prawnym orzeczenia, gdyż jest on równie zdawkowy jak pozostała jego część.
Tej samej rangi zastrzeżenia budzi też fragment poświęcony „ocenie dowodów”. Po pierwsze bowiem sąd w znakomitej większości za przyczynę „uznania dowodu” ( czyli dania mu wiary) wskazuje, że
pochodzi on z systemu urzędu skarbowego, nie odwołując się zupełnie do jego treści, a tym samym walor wiarygodności przydaje dowodom uzyskanym od jednej ze stron postępowania ( oskarżyciela) wyłącznie ze względu na kategorię tej strony, a nie rodzaj i merytoryczną przydatność dowodu. Oskarżyciel publiczny ( w tym wypadku finansowy organ postepowania) wnioskuje o przeprowadzenie określonych dowodów w postępowaniu jurysdykcvjnym,,co przecież a priori nie oznacza, by te właśnie dowody zawsze zasługiwały na wiarę. Dotyczy to zwłaszcza tych, które zostały – w odróżnieniu np. od zeznań świadków, opinii biegłych itp. – wytworzone wręcz przez ten sam organ, który następnie wniósł akt oskarżenia (np. protokół kontroli, zestawienie zaległości itp.). poprzestanie na stwierdzeniu, iż ze względu na źródło pochodzenia dokumentu zawarte w nim informacje, bez względu na ich treść ocenioną zgodnie z art. 7 k.p.k., zawsze stanowią podstawę ustaleń faktycznych prowadziłoby w istocie do procesu inkwizycyjnego. Rola sądu ograniczałaby się do formalnej akceptacji ustaleń poczynionych przez organ prowadzący postępowanie przygotowawcze. Obowiązkiem sądu rozpoznającego sprawę jest więc należyta ocena takich dowodów w sposób, odpowiadający kryteriom określonym w art. 7 k.p.k., podobnie jak wszelkich innych dowodów ujawnionych na rozprawie.
O tym, że tak się nie stało świadczy choćby odniesienie się przez Sąd Rejonowy do protokołu kontroli, który kwituje stwierdzeniem iż „oskarżony nie zgłaszał do niego zastrzeżeń”, co jest o tyle nieprawdą, że przecież oskarżony nie zgadzał się z zarzutem naliczenia kosztów na podstawie nierzetelnych faktur. Nie zgodził się więc z niektórymi wynikami tej kontroli, jakie następnie legły u podstaw stawianego mu zarzutu i aktu oskarżenia.
Nie poddaje się zupełnie kontroli instancyjnej rozumowanie Sądu, który z jednej strony stwierdza, iż wyjaśnienia oskarżonego były podstawą ustalenia faktów ( punkt 2.1.7) – jako powiązane z dokumentami systemu, by następnie te wyjaśnienia zanegować (punkt 2.2.), bez wskazania, o jakie ewentualnie fragmenty wyjaśnień czy poruszone w nich kwestie chodzi. Przy czym, co już wcześniej zasygnalizowano, powód zanegowania tegoż dowodu jest dla sądu odwoławczego niezrozumiały, a więc niemożliwy do oceny pod kątem logicznej prawidłowości. Również niezrozumiałe jest uznanie zeznań P. M. jako „nie mających znaczenia dla ustaleń”, skoro odnosiły się one do istotnej kwestii, a mianowicie właśnie „rzetelności” wspomnianych faktur lub ich fikcyjności. Prawem sądu jest obdarzenie wiarą zeznań tego świadka jak też uznanie ich za niewiarygodne, pod warunkiem jednak należytego wykazania powodów takiej oceny. Skoro świadek stwierdzał, że był obecny na konkretnych budowach i wskazywał ich miejsca twierdząc, że tych budów dotyczyć miały owe faktury, to obowiązkiem sądu było najpierw bardziej szczegółowe dopytanie świadka o charakter prowadzonych tam prac, rodzaj inwestycji, a następnie odniesienie tego do zakwestionowanych faktur. Powyższe stwierdzenie daje natomiast asumpt do konkluzji, że sąd orzekający z opisanymi dowodami albo się nie zapoznał tuż przed wyrokowaniem albo też pominął je w swej ocenie.
Szczegółowa analiza tychże dowodów wskazuje, że są one przynajmniej częściowo ze sobą sprzeczne, a w takiej sytuacji sąd I instancji zobowiązany był odnieść się do sprzeczności i wątpliwości z nich wynikających, z podaniem konkretnych argumentów i pominięciem powtarzających się ogólników, lapidarnych i nic nie mówiących uogólnień. Brak takiego wyjaśnienia i oceny uniemożliwia odparcie zarzutu przekroczenia przez sąd granic swobodnej oceny dowodów i czyni taki zarzut zasadnym.
|