|
Ad. 1
Nie można zgodzić się z zarzutem wadliwej oceny wyjaśnień oskarżonych K. J. (1) oraz M. J., w szczególności w zakresie w jakim obaj negowali, aby M. J. podczas zajścia posługiwał się nożem.
Słusznie Sąd I instancji podstawą ustaleń faktycznych nie uczynił depozycji K. J. (1), skoro ewoluowały co do zasadniczych okoliczności zdarzenia w sposób rażący brakiem konsekwencji. O ile bowiem oskarżony ten w postępowaniu przygotowawczym twierdził, że na jego brata, który jako pierwszy opuścił lokal, rzuciło się kilkunastu mężczyzn a on sam wyszedł, aby go ratować, nie posiadając przy sobie żadnego noża, po czym w wyniku szamotaniny stracił przytomność, o tyle na rozprawie utrzymywał, że od razu gdy wyskoczył przez okno otrzymał uderzenie i został przewrócony, wyjął więc z kieszeni nóż sprężynowy, wysuwany, z ząbkami, który zawsze nosił, użył go w swojej obronie a następnie wyrzucił.
Diametralne różnice tych relacji nie pozostawiają wątpliwości, że w późniejszej, oskarżony K. J. (1) dopasowując własną rolę do nadanej przez świadka M. P. (1) jego bratu, podjął próbę odciążenia M. J., przejmując na siebie całą odpowiedzialność za użycie noża, bowiem wobec nieodpartej wymowy dowodów fakt posiadania tegoż przez K. J. (1) jawił się bezspornym.
Nie można zatem zgodzić się z obrońcą M. J., jakoby K. J. (1) nie miał żadnego interesu w umniejszaniu roli swojego brata w zajściu. Wskazania wiedzy, logiki i doświadczenia życiowego dyktują wniosek, iż mając świadomość obciążającego jego osobę dowodowego stanu sprawy, mógł podjąć próbę ekskulpowania przynajmniej brata lub złagodzenia jego odpowiedzialności, przejmując wyłącznie na siebie używanie noża. Stąd swoje wyjaśnienia obliczył na podważenie identyfikacji M. J. jako osoby używającej noża, przypisując sobie jego opisane przez świadka zachowanie.
Trzeba natomiast podnieść, że tę ostateczną wersję wyjaśnień K. J. (1), jakoby użył noża z chowanym ostrzem, który zawsze nosił przy sobie, podważają zeznania świadka D. B., z których wprost wynika, że „
J. mówiła, że K. miał nóż. Dopytywałam o ten nóż. K. miał wziąć nóż z mieszkania J.
” (zeznania z 29 grudnia 2016 r. na k. 416), co z kolei koreluje z faktem ujawnienia podczas oględzin mieszkania przy ul. (...), dwóch świeżo umytych noży kuchennych na zlewie, acz brak na nich śladów kryminalistycznych, sprawił, że Sąd Okręgowy nie utożsamił ich z narzędziami przestępstwa. Jednocześnie te zeznania D. B. pozwalają stwierdzić, że świadek J. C. inną wersję podała koleżance niż Sądowi, co stanowi dodatkowy argument na rzecz podjętej przez Sąd I instancji oceny, iż zeznania jej oraz P. K. (1), w pierwszym rzędzie realizowały interesy oskarżonych, a nie wymiaru sprawiedliwości.
Wreszcie z zeznań A. W. i O. Ł. (1) wynika, że u K. J. (1) widzieli duży kuchenny nóż. Świadek Ł. opisywał go jako „zbliżony do takiego kuchennego”, „z ząbkami i rękojeścią drewnianą” (k. 500), co również nie współgra z tezą o nożu z chowanym ostrzem.
Jednocześnie, skoro K. J. (1), bezspornie będąc w posiadaniu noża, którego w chwili przeskakiwania przez okno nie trzymał w ręku, nie doznał żadnych wynikających stąd obrażeń, to nie sposób przyjąć, że tożsamy mechanizm miałby przynieść odmienny skutek u M. J..
Natomiast fakt, że K. J. (1), po zmianie garderoby oddalił się i ukrył, podczas gdy M. J. przebrał się i pozostał w miejscu swojego zamieszkania (gdzie
nota bene wygaszono światło), nie daje podstaw do wnioskowania o nieużywaniu noża przez drugiego z nich.
Skarżący obrońca M. J. oraz prokurator nadmierną wagę nadają opiniom medycznym, zwłaszcza interdyscyplinarnej, skoro w żadnej z nich nie stwierdzono takiej charakterystyki śladów, w oparciu o którą można byłoby sformułować kategoryczny wniosek co do liczby użytych narzędzi.
Biegły lekarz sądowy M. F. od początku wskazywał na niedostatek danych klinicznych, które pozwalałyby na zdecydowane wnioski w tym zakresie, podnosząc wyraźnie, iż wskazanie na możliwość zadania ran dwoma narzędziami: o węższym i szerszym ostrzu, ma jedynie charakter przypuszczenia. Opiniując, biegły podnosił bowiem ewentualność wystąpienia komponenty ciętej, która sprawia, że wlot rany może być szerszy niż ostrze.
Opinia interdyscyplinarna (medyczno-mechanoskopijna biegłych M. F. i M. W.) w istocie niczego w tym oglądzie nie zmienia, skoro – pomimo uwzględnienia nie tylko charakterystyki ran, ale też oględzin uszkodzonej odzieży - nadal nie jest w stanie kategorycznie odpowiedzieć na pytanie, czy rany zadano jednym czy dwoma (lub więcej) narzędziami ostro-kończystymi. Jakkolwiek w oparciu o samą dokumentację medyczną użycie 2 różnych narzędzi wydawało się bardziej prawdopodobne, zaś porównanie nacięć na odzieży z długością wlotu ran na ciele nie pozwalało wykluczyć, iż różnice mogły być wynikiem komponenty cięcia, to biegli wyraźnie podkreślali, że liczby użytych narzędzi na tej podstawie ustalić się nie da, wskazując przy tym: „
My nie wykluczamy 2 różnych narzędzi” (k. 3532 verte).
W tej sytuacji Sąd Okręgowy słusznie oparł rekonstrukcję faktów na osobowych źródłach dowodowych, nie powielając błędu Sądu rozpoznającego sprawę po raz pierwszy, który – pomimo braku kategoryczności opinii - przyjmując za pewnik zadanie ran o dłuższym wlocie jednym narzędziem, a tych o krótszym innym, zignorował w zasadzie dowodowe źródła osobowe, nie bacząc, że relacje świadków nie przystają do przyjętego schematu, co legło u podstaw poczynienia ustaleń dalece odbiegających od tez zarzutów.
Tymczasem, o ile sam fakt używania przez K. J. (1) noża w czasie zdarzenia nie budzi wątpliwości i nie jest kwestionowany w żadnej z apelacji, o tyle ustalenie używania noża również przez M. J. opiera się przede wszystkim na zeznaniach świadka M. P. (2), którym Sąd I instancji dał wiarę.
Zarzuty apelacji obrońcy M. J. oraz prokuratora, niezależnie od ich odmiennego sformułowania, faktycznie odnoszą się do oceny tego dowodu, jako wiarygodnej podstawy ustaleń faktycznych, choć prokurator przeczy, aby kontestował wiarygodność świadka, a tylko jego percepcję.
Niemniej zgodzić należy się z Sądem I instancji, który dokonał wyjątkowo wnikliwej analizy poszczególnych dowodów w kontekście całokształtu okoliczności ujawnionych na rozprawie, że brak jest podstaw do odmówienia wiary świadkowi M. P. (1), jak i powodów do uznania jego relacji za dowód niewystarczający do zrekonstruowania zdarzeń.
Trzeba bowiem podnieść, że M. P. (1), który - wyjątkowo spośród uczestników zajścia - nie był pod wpływem alkoholu (wynik badania na k. 7), a jednocześnie nie uczestnicząc w zmaganiach siłowych miał możliwość zaobserwowania pewnych sekwencji zdarzeń z bardziej dogodnej perspektywy, niż osoby bezpośrednio w nie zaangażowane, stanowczo i niezmiennie twierdził, iż widział noże u obydwu sprawców.
Dla oceny zeznań tego świadka nieobojętna jest również jego postawa, jaką wykazał bezpośrednio po zdarzeniu, wzywając pomoc, udzielając pomocy rannym i pozostając na miejscu przestępstwa do przyjazdu Policji, choć zdawał sobie sprawę, że ze względu na okoliczności zostanie zatrzymany (noc, ofiary, konieczność ustalenia przebiegu zdarzeń).
Nie można również pominąć tego fragmentu zeznań świadka złożonych na rozprawie, gdzie wskazywał na naciski i reperkusje, jakie go spotkały w związku ze złożeniem zeznań, jak również motywacji do nieulegania im (k. 3192 verte - „
było tak, że byliśmy zastraszani przez chłopaków z M., żeby zeznawać przeciwko K., żeby nie mówić o jego śmierci, ale potem uznałem, że powiem prawdę, bo to jest mój przyjaciel. Przez moich znajomych docierały do mnie informacje, że się denerwują i trzeba uspokoić zeznania”). Według M. P. (1) wywierano na niego wpływ, aby zmienił zeznania, oczyścił oskarżonych i kolegów, aby zeznał, że w zajściu nie było noża, zaś wobec swojej postawy został odsunięty od grupy znajomych a nawet wyprowadził się z M.. Stąd powoływanie się przez świadka na dalszych etapach procesu na częściową niepamięć zdarzenia, wydaje się naturalne, a przy tym spowodowane też upływem czasu, przy czym świadek każdorazowo potwierdzał te relacje, gdzie szerzej opisywał przebieg zdarzeń,
Jednocześnie zeznania świadka co do negatywnego nastawienia kolegów do współpracy z organami ścigania korespondują z wynikającymi z zeznań policjantów postawami pokrzywdzonych E. D. i O. Ł. (1), którzy podczas interwencji na miejscu zajścia wprost odmawiali relacji, twierdząc, że nie są donosicielami, pomimo, iż sami odnieśli obrażenia a K. J. (2) poniósł śmierć.
Wbrew stanowisku obrońcy M. J. i prokuratora, nie sposób zdezawuować zeznania świadka P. na tej podstawie, że przybyłym na miejsce zdarzenia funkcjonariuszom Policji miał mówić o jednym tylko mężczyźnie z nożem, skoro niewiele wcześniej, wzywając pogotowie informował operatora, że „
dwóch chłopaków wyleciało z kosami i zaczęło dźgać” (zapis rozmowy).
Co zaś się tyczy relacji złożonej policjantom wskazać trzeba, że o ile świadek M. S. słyszał, że jeden z napastników miał nóż, to towarzyszący mu świadek P. K. (2) informacji o nożu w ogóle słyszał. Za to obaj ci świadkowie zgodnie zeznali, iż zastane na miejscu osoby początkowo nie chciały rozmawiać, były zdenerwowane, być może w szoku (k. 87). Podobnie zachowanie M. P. (1) i K. P. postrzegał świadek M. M. (2), który opisując dwóch mężczyzn chodzących chaotycznie wzdłuż ulicy, zeznał: „
W mojej ocenie mężczyźni byli w panice. Co jakiś czas przystawali i łapali się za głowę” (k. 88 verte). Jako „przejętych, rozemocjonowanych” określił ich również świadek J. K. (k. 98).
Trudno zatem formułować oceny w oparciu o niemające formy procesowej, zdawkowe wypowiedzi M. P. (1) w sytuacji stresu, zaskoczenia nieprzewidzianymi skutkami zajścia i ich skalą.
Wbrew wywodom skarżących, trudno też oczekiwać, aby w zaistniałych warunkach, w szczególności zagrożenia życia ofiar, wzywając telefonicznie pogotowie ratunkowe, świadek miał precyzyjnie odtwarzać kolejne sekwencje zdarzeń. Wskazania wiedzy, logicznego rozumowania i życiowego doświadczenia wskazują, że z racji charakteru tej czynności, której celem było uzyskanie bezzwłocznej pomocy i skrótowe nakreślenie jej przyczyn, świadek nie precyzował momentu wyciągnięcia noży a jedynie - istotny dla podyktowanego takim celem przekazu - fakt ich użycia wobec ofiar.
Dlatego rację ma Sąd I instancji, że ocenie podlegają depozycje świadka P. złożone w trybie procesowym, pod rygorem odpowiedzialności za złożenie fałszywych zeznań z art. 233 kk.
Te zaś pozostawały precyzyjne i konsekwentne co do posługiwania się nożem przez napastnika leżącego na ziemi, nad którym pochylał się E. D., korespondując z obrażeniami stwierdzonymi u tego pokrzywdzonego w dokumentacji medycznej oraz znajdują potwierdzenie w opinii lekarskiej, z której wynika, że lokalizacja ran na podudziu i udzie E. D. przemawia za tym, że mogły być zadane przez sprawcę znajdującego się w pozycji leżącej (k. 2142).
Bezspornymi pozostają nieścisłości i niezgodności w opisie zewnętrznego wyglądu oskarżonych przez świadka P.. W tym miejscu odkreślić trzeba, że zwłaszcza ich ubiór był postrzegany przez różnych obserwatorów zupełnie odmiennie, skoro świadek J. T. twierdziła, że byli w bluzach lub obcisłych jasnych swetrach (k. 109), świadek A. S. zeznała, że byli oni ubrani „na ciemno”, jeden z nich był łysy, a drugi miał ciemne włosy a´la irokez (k. 113 verte), a T. M., opisując te same dwie osoby widział jednego mężczyznę „kompletnie łysego” a drugiego ubranego w t-shirt (k. 167). Według A. W. łysy mężczyzna miał mieć beżowy sweter lub koszulkę (k. 313 v), według J. K. jasną koszulę (k. 96), według K. K. (1) mężczyzna ten miał mieć czapkę lub kaptur a drugi, niższy blondyn w okularach miał być ubrany w niebieską bluzę lub kurtkę (k. 343) a pod nią szarą bluzę ( k. 579-580). Sam oskarżony K. J. (1) wyjaśnił natomiast „
Miałem długą koszulę w drobną kratkę i jasne spodnie jeansowe i kurtkę” (k. 2947), które po zajściu miał wyrzucić do śmietnika.
Podkreślić też należy, że żaden ze świadków - poza P. K. (1) (k. 291 v) - nie zapamiętał zarostu (brody) K. J. (1), choć ten w świetle zapisu obrazu zabezpieczonego bezpośrednio przed zdarzeniem, jest bezsporny. Natomiast J. C., pomimo, iż z K. J. (1) spędziła wieczór poprzedzający przestępstwo, zeznała, że był on ubrany w materiałowe spodnie w kolorze beżowym albo granatowym (k. 310), gdy tymczasem miał on na sobie jeansy.
Dlatego racjonalne pozostaje wnioskowanie Sądu I instancji, że ubiór, czy szczegółowe elementy zewnętrznego wyglądu oskarżonych, dla oceny zeznań świadka M. P. (1) mają drugorzędne znaczenie, bowiem w ogólnym zamieszaniu, zaskoczeniu i zagrożeniu nie stanowiły przedmiotu wzmożonej uwagi, która w naturalny sposób skupić się musiała na zachowaniach sprawców.
Jakkolwiek zatem świadek mylił pewne cechy akcesoriów oskarżonych, to mężczyznę, który uderzał nożem E. D. opisywał jako pierwszego, gdy odwrócił się w stronę napastników, co zgadza się z twierdzeniem M. J., który w pierwszych swoich wyjaśnieniach podał, iż pierwszy opuścił lokal (k. 360), a ponadto świadek stanowczo powtarzał, że noże mieli obaj sprawcy i używali ich jednoczasowo w oddaleniu od siebie. Świadek twierdził tak w pierwszych zeznaniach złożonych bezpośrednio po zajściu, w dniu 26 grudnia 2016 r., które opierały się na najświeższych a więc najbardziej miarodajnych śladach pamięciowych, jak i konsekwentnie powtarzał w kolejnych („
Widziałem noże u obu mężczyzn” - k. 513, „
Potwierdzam, że widziałem noże u obydwu mężczyzn” - zeznania z dnia 5 lipca 2018 r. na k. 1929, „
Pamiętam, że obaj mieli noże” – zeznania z 2 lipca 2020 r. na k. 3190 verte). Ta stanowczość i konsekwencja nie pozwala przyjąć, jak chce prokurator, jakoby obserwacje świadka stanowiły wynik pomyłki.
Nie można też, jak podnoszą skarżący, upatrywać powodu do zakwestionowania spostrzeżeń świadka ze względu na złą widoczność w miejscu zdarzenia, skoro świadek J. T. widząc część zajścia z okien swojego mieszkania mogła dostrzec nawet takie szczegóły, jak to, że jedna z kobiet wzywających oskarżonych do zaprzestania bicia miała okrycie z futerkiem a druga mocny makijaż i płaszcz w jodełkę (k. 108)
Nie jest przy tym prawdą, jakoby świadek M. P. (1) precyzował, że leżący na ziemi sprawca wyjął nóż zza paska, z czego obrońca M. J. wywodzi, że świadek mówił nieprawdę, wszak oskarżony ten paska nie miał. M. P. (1) klarownie zeznał bowiem, iż nie wie, czy nóż został wyjęty z kieszeni, czy zza paska spodni, relacjonując: „
Ja zobaczyłem, jak ten chłopak, który leżał na ziemi ze spodni na wysokości pasa wyjął nóż”.
Z depozycji świadka jasno przy tym wynika, że kiedy leżący używał tego noża wobec E. D., to w tym samym czasie O. Ł. (2) stał z drugim mężczyzną, określanym, jako (...) na rozwidleniu chodnika, zaś (...) trzymał nóż i wymachiwał nim, jakby chciał go ugodzić w brzuch. Według świadka kiedy O. Ł. (2) odbiegł od niego, to krwawił a następnie dobiegł do nich K. J. (2), również krwawiąc.
Zeznania tej treści korespondują z bezspornym okrzykiem O. Ł. (1) „
k… z nożem ty pajacu”, który w tym czasie atakowany był przez drugiego ze sprawców zgodnie określanego (...) (K. J. (1)) oraz z zeznaniami M. Ż., który widział tego sprawcę obok O. Ł. (1), kiedy ten krzyczał o użyciu noża.
Wreszcie relacja ta tworzy logiczny ciąg zdarzeń z pierwszymi zeznaniami M. Ż., który spontanicznie zeznając, jednoznacznie wskazał: „
Podczas, gdy wycofywałem się z A. widziałem, jak obaj mężczyźni atakują K. J. (3). Ich ruchy rękami były takie jakby go dźgali nożami, lecz ja z tej odległości nie byłem w stanie powiedzieć, czy trzymali coś w rękach" (k. 319). Zatem również relacja świadka Ż. przeczy twierdzeniu obrońcy M. J., jakoby oskarżony ten nie wchodził w żadne interakcje z innymi pokrzywdzonymi niż K. K. (1), zaś późniejsza zmiana postawy procesowej M. Ż. wpisuje się w motywację opisywaną przez świadka P., aby „uspokoić zeznania”.
Niemniej te zeznania świadków P. i Ż. w zestawieniu z całokształtem okoliczności ujawnionych na rozprawie dają spójny obraz przebiegu akcji, gdzie obaj oskarżeni atakowali z użyciem noża: K. J. (1) O. Ł. (1) a M. J. E. D., po czym, gdy O. Ł. (2) podjął ucieczkę, razem zaatakowali K. J. (2), aby ostatecznie wspólnie skupić przemoc na K. K. (1), co z kolei relacjonowali już mieszkańcy osiedla, wywołani do okien odgłosami zajścia.
Zeznania M. P. (1) przystają również do relacji świadka K. K. (1) w zakresie, w jakim pokrzywdzony ten gotów był podzielić się swoją rzeczywistą wiedzą. Świadek P. zeznał wszak, że
„w pewnym momencie K. chciał pomóc E. D.. Wtedy dostał nożem gdzieś w okolice pleców” (k. 313), podczas, gdy K. K. (1) wskazywał, że ktoś z boku dźgnął go nożem, gdy był bity przez (...) (tak świadek opisywał M. J.). Pokrzywdzony ten zeznał, że kiedy uciekał, został przez kogoś przewrócony i znów kłuty nożem około 4-5 razy. To zaś koresponduje z relacją M. P. (1), potwierdzając starcie K. K. (1) z M. J., jako tym napastnikiem, który wcześniej starł się z E. D. oraz pozwala wnioskować, że K. K. (1) po dwukrotnym ugodzeniu go nożem w pośladek (potwierdzenie faktu w dokumentacji i opinii medycznej) przez K. J. (1), został ponownie zaatakowany już w czasie ucieczki – w jego wypadku nieskutecznej – i ponownie godzony nożem, bity oraz kopany.
Nie można zgodzić się twierdzeniem obrońcy M. J., jakoby wartość zeznań świadka P. doznawała uszczerbku wobec zatajania przez niego prowokacyjnego uderzenia przez K. K. (1) butelką w futrynę okna mieszkania, w którym przebywali oskarżeni, skoro całokształt okoliczności towarzyszących tej sytuacji wskazuje, że świadek mógł jej nie widzieć. Z relacji świadka wynika wszak, że oddalając się spod budynku przy ul. (...) szedł na początku wieloosobowej grupy, którą zamykali pokrzywdzeni K. i D.. Potwierdzają to zeznania M. Ż., który wskazując „
nasza grupa, gdy szliśmy była rozciągnięta”, twierdził jednocześnie, że sam był w środku a P. i P. z przodu, przed nim, zaś odwrócił się dopiero, gdy usłyszał, że ktoś za nimi biegnie (k. 318 verte, k. 507). Informacje o rzuceniu butelką w okno świadek zatem mógł powziąć później, czego pytanie „
po co myśmy tłukli tę szybę ?” nie zmienia, zwłaszcza, że nie odzwierciedla rzeczywistości, bo szyba nie została stłuczona (protokół oględzin).
Natomiast to, że świadek K. nie widział, aby M. J. posługiwał się nożem w żaden sposób nie podważa zeznań M. P. (1), który wszak też nigdy nie twierdził, aby oskarżony używał go wobec tegoż pokrzywdzonego.
Z kolei fakt, że lokatorzy pobliskiego bloku nie widzieli noża u M. J. świadczy o tym, że oskarżony ten nie używał tego narzędzia w sytuacji, gdy ci świadkowie obserwowali zajście, przy czym podkreślić trzeba, że ich relacje dotyczą dopiero jego końcowego fragmentu, gdy bity był już tylko K. K. (1). W istocie zaś nóż stał się zbędny, gdy jeden z pokrzywdzonych leżał bezbronny a pozostali uciekli.
Brak śladów krwi innych niż K. K. (1) pokrzywdzonych na odzieży M. J. nie wyklucza bynajmniej wiarygodności ustalonej przez Sąd I instancji wersji, wynikającej z relacji M. P. (1) i pierwszych zeznań M. Ż., zwłaszcza, gdy się uwzględni, że pokrzywdzeni byli - stosownie do pory roku - ubrani w zimowe ubrania, stąd krótki kontakt polegający na zadaniu ciosu nożem, nie musiał prowadzić do przeniesienia na sprawcę śladów krwi. Inaczej rzecz się miała w przypadku K. K. (1), którego bicie, określane przez świadków, jako „pastwienie się”, wymagało pozostawania sprawców w dłuższym bezpośrednim kontakcie z ranną ofiarą, którą oskarżeni bili i kopali a nawet skakali i siadali na niej.
Niezależnie od powyższego nieznacznego wkładu pokrzywdzonych w rekonstrukcję stanu faktycznego nie można oceniać w oderwaniu od zeznań M. P. (1), który opisał atmosferę panującą wokół tematu zeznań, w szczególności, że korespondują one w tym zakresie z postawami pokrzywdzonych, wyraźnie niechętnych relacjonowaniu zdarzenia i zaraz po nim manifestujących utożsamianie zeznań z donosicielstwem. Wreszcie nie można tracić z pola widzenia, że O. Ł. (2), K. K. i E. D. podczas zajścia byli pod wpływem alkoholu a u pierwszego z nich dodatkowo wykryto w moczu marihuanę, co z zasady nie pozostaje bez wpływu na jakość czynienia spostrzeżeń.
W konsekwencji stwierdzić należy, że oceny dowodowe podjęte przez Sąd I instancji w żadnej mierze nie uchybiają wskazaniom wiedzy, logiki i życiowego doświadczenia, w sposób wnikliwy i w pełni racjonalny uwzględniając całokształt okoliczności ujawnionych na rozprawie głównej.
Powyższe kryteria ocenne stwarzają asumpt do wnioskowania, iż o ile oskarżony K. J. (1), nie mogąc - w kontekście treści dowodów - uwolnić siebie od zarzutu używania noża, dążył do uwolnienia od niego przynajmniej brata, o tyle M. P. (1) nie miał żadnego obiektywnie uzasadnionego powodu, aby wbrew sygnalizowanym mu oczekiwaniom środowiska w jakim się obracał, ryzykować odpowiedzialność karną za złożenie fałszywych zeznań i bezpodstawne obciążenie obu oskarżonych używaniem noża. Wobec stanowczości i konsekwencji jego twierdzeń w tym zakresie, brak jest też podstaw do przyjęcia, że zeznania świadka stanowią wynik pomyłki, w szczególności, gdy uwzględni się liczne przykłady ich potwierdzenia w różnych aspektach innymi dowodami.
Stąd podnoszone w apelacjach obrońców M. J. zarzuty obrazy art. 7 kpk są chybione.
W odniesieniu zaś do wysuwanego w tych apelacjach zarzutu obrazy art. 5 § 2 kpk przypomnieć wypada podkreślane w orzecznictwie i doktrynie stanowisko, iż reguła
in dubio pro reo nie realizuje się w wyborze wersji podawanej przez oskarżonego, czy też wersji dla niego najkorzystniejszej. Nie można mówić o naruszeniu art. 5 § 2 kpk, gdy orzekający w sprawie Sąd nie powziął w zakresie okoliczności istotnych dla wyroku takich wątpliwości, których nie zdołałby usunąć w drodze swobodnej oceny dowodów i logicznego wnioskowania na podstawie tych, które obdarzył wiarą.
Zarzuty obrazy art. 5 § 2 kpk są w badanych realiach bezpodstawne, skoro Sąd I instancji zrekonstruował stan faktyczny w oparciu o dowody, których oceny wiarygodności skarżący nie zdołali podważyć.
Ad. 2
Za niezasadne uznać należy zarzuty obrońców oskarżonego K. J. (1) co do nieuwzględnienia przez Sąd I instancji działania oskarżonego w ramach urojonej obrony koniecznej.
Dla porządku wskazać trzeba, że udział w bójce, dopóki trwa, wyklucza przyjęcie obrony koniecznej, co trafnie zauważył Sąd Najwyższy w wyroku z 26 lipca 1971 r., (IV KR 119/71, OSNKW 1971/12, poz. 190). Tym bardziej przywrócenie porządku i spokoju publicznego nie może być celem aktywności sprawcy pobicia.
Nie kontestując zatem słusznie ustalenia Sądu Okręgowego odnośnie braku podstaw do przyjęcia kontratypu obrony koniecznej, skarżący w istocie odwołują się do określonego w art. 29 kk błędu co do okoliczności wyłączającej odpowiedzialność pod postacią urojenia, że zachodzi zamach uzasadniający obronę konieczną.
Jednakże i tak sformułowany zarzut nie może zostać uwzględniony w sytuacji, gdy Sąd I instancji prawidłowo rekonstruując przebieg zdarzeń, wykazał, iż oskarżeni opuścili zasadniczo bezpieczne mieszkanie, skąd - o ile rozwój wydarzeń przybrałby nawet niepomyślny obrót – mogli bez trudu wezwać pomoc (telefonicznie lub sąsiedzką), czy nawet zabarykadować się, po czym udali się na zewnątrz z ewidentną intencją siłowego ataku na młodych mężczyzn, kiedy ci już odchodzili spod bloku, a których wzywali do powrotu słowami „chodźcie ku…a, pokażemy jak się bawi w W.”, czy „dawajcie cwaniaki z M.”. Takie zaś zachowanie, w tym w sytuacji, gdy partnerki obu oskarżonych odciągały ich od okna i przekonywały o nieracjonalności konfrontacji z „małolatami” (co świadczy, że same nie miały poczucia rzeczywistego bezpośredniego zagrożenia podyktowanego zamachem wymagającym odpierania), prowadzi do wniosku, że nie działali oni w błędnym przekonaniu uzasadnionej obrony koniecznej, ale w odwecie za prowokacyjne zachowania młodych ludzi (głośne rozmowy, wzajemna utarczka słowna, próba podciągnięcia się na parapecie i rzucenie butelką w okno). Nie tylko nie odpierali w swoim mniemaniu bezpośredniego zamachu, ale mając świadomość, że nie jest on podejmowany, zachęcali pokrzywdzonych do jego podjęcia.
Oskarżonym, którzy wyskoczyli przez okno w kierunku odchodzącej grupy i wzywali jej członków do powrotu celem fizycznej konfrontacji, nie towarzyszyło przekonanie, nawet błędne, że odpierają bezpośredni bezprawny zamach na jakiekolwiek dobro prawne, a jedynie gniew, który jakkolwiek w zaistniałych warunkach trzeba uznać za usprawiedliwiony, to w żadnym razie takiego usprawiedliwienia nie znajduje sposób jego wyładowania. Przybrał on bowiem postać chęci odwetu i okazania dominacji a nie był powodowany obroną przed zamachem – ani rzeczywistą ani też urojoną.
Uderzenie butelką w okno było tylko impulsem do uaktywnienia przemocy, bowiem wszelkie zachowania mężczyzn z grupy, które mogłyby wpisywać się w pojęcie zamachu –
nota bene na mienie, a nie na życie i zdrowie - zostały zakończone i nic nie wskazywało na to, aby miały być ponowione, bo grupa odchodziła. Oskarżeni natomiast opuszczając mieszkanie uzbrojeni w noże i w celu dania nauczki osobom, które zakłóciły ich spokój, realizowali w ten sposób swoje wcześniejsze zapowiedzi, kiedy to w czasie wzajemnej utarczki słownej padła z ich strony groźba, że wyjdą z mieszkania, aby ukarać adwersarzy („zaje…y was”). Wówczas wszak byli odciągani od okna przez swoje partnerki J. C. i P. K. (1), które przekonywały o nieracjonalności konfrontacji z „małolatami”. Taki stan rzeczy świadczy o tym , że oskarżeni dążyli do siłowej konfrontacji i byli świadomi, że mają do czynienia z młodszymi od siebie osobami, którym bez trudu okażą swoją przewagę, zwłaszcza mając na wyposażeniu noże.
Immanentnym w świetle wskazań wiedzy, logiki i życiowego doświadczenia jest, że gdyby oskarżeni w istocie obawiali się pokrzywdzonych i ich ewentualnego wtargnięcia do mieszkania, to tym bardziej baliby się bezpośredniej z nimi konfrontacji (wnioskowanie z mniejszego na większe wynika z reguł logicznego rozumowania wpisując się w dyrektywy art. 7 kpk).
Tym samym okoliczności ustalone przez Sąd I instancji nie dają podstaw do przyjęcia, jakoby sprawcy - tak w obiektywnym, jak i subiektywnym wymiarze - działali w poczuciu konieczności odparcia bezpośredniego zamachu a jedynie, że podjęli atak odwetowy.
Dodać przy tym należy, że także żaden ze sprzecznie podawanych przez K. J. (1) powodów takiego zachowania nie dostarcza argumentów na rzecz przyjęcia działania w warunkach błędu co do stanu zagrożenia podyktowanego zamachem, skoro oskarżony ten najpierw twierdził, że wyskoczył przez okno, bo bili mu brata, choć oczywistym jest, że również w takim wypadku ten wcześniej sam musiałby opuścić mieszkanie a następnie, że razem wyskoczyli, aby przeszkodzić w wejściu tych mężczyzn do mieszkania, choć w rzeczywistości otworzenie okna otwierałoby doń drogę.
Nie sposób w tych okolicznościach – tak w aspekcie obiektywnym, jak i subiektywnym - mówić o błędnym przekonaniu sprawców o zachodzeniu okoliczności wyłączających bezprawność albo winę a nawet, gdyby takie przekonanie im towarzyszyło (co nie miało miejsca) to wedle żadnych kryteriów nie można by go było uznać za usprawiedliwione. Trudno wszak zakładać, że przeciętny obywatel, akceptujący i hołdujący wartościom stanowiącym fundamenty obowiązującego porządku prawnego i działający w sposób zrównoważony, znalazłszy się na miejscu sprawców, mógłby być przekonany, że zachodzą warunki obrony koniecznej. W tych okolicznościach decydowała chęć zemsty, udowodnienia swojej przewagi, podsycana poczuciem wzajemnego wsparcia oskarżonych braci i obniżenia poziomu wewnętrznych hamulców spożytym alkoholem, nawet wbrew głosom zdrowego rozsądku ze strony ich partnerek a później również mieszkańców osiedla.
Wobec prawidłowo zrekonstruowanych faktów i logicznie sformułowanych wniosków Sąd Okręgowy trafnie nie przyjął, aby oskarżeni działali w warunkach błędu co do kontratypu obrony koniecznej.
Wbrew zarzutowi apelacji natomiast, Sąd I instancji nie przyjął, aby oskarżony K. J. (1) brał udział w bójce. Jakkolwiek Sąd przyjął błędną taktykę pominięcia tej kwestii w opisie i kwalifikacji czynu (zasadna w tym zakresie apelacja prokuratora, o czym dalej), to sam wynikający z opisu czynu sposób działania oskarżonego świadczy o udziale w pobiciu (odzwierciedlając jego znamiona) i oczywistej przewadze oskarżonych, wynikającej również z używania niebezpiecznych narzędzi – noży, co szeroko wykazano w uzasadnieniu zaskarżonego wyroku bez potrzeby powielania przedstawionej tam argumentacji.
Nie jest prawdą, jakoby Sąd
meriti nie ustalił powodów dobrowolnego odstąpienia od zamiaru dokonania przestępstwa - pozbawienia życia K. K. (1), skoro prosta lektura uzasadnienia zaskarżonego wyroku nie pozostawia wątpliwości, iż ustalenia takie zostały poczynione i znajdują odzwierciedlenie na stronach 72/73 pisemnych motywów. Klarownie wskazano tam, że oskarżeni byli wzywani przez partnerki oraz mieszkańca sąsiedniego bloku do zaprzestania bicia leżącej ofiary, a zapowiedź rychłej interwencji Policji w kontekście pojawienia się świadków ich poczynań finalnie skłoniła oskarżonych do opuszczenia miejsca przestępstwa. Nie zmienia to faktu, że aby odstąpienie od zabójstwa było możliwe, to musi być poprzedzone przystąpieniem do realizacji takiego – co najmniej ewentualnego zamiaru. Sam odtworzony przez Sąd Okręgowy sposób działania K. J. (1) i zakres obrażeń K. K. (1), w tym zadanie mu ośmiu ciosów nożem, z czego dwóch w klatkę piersiową, przy uwzględnieniu treści uprzednich gróźb pozabijania osób uczestniczących w wymianie zdań (zgodne zeznania świadków M. Ż. i K. P.), stanowi umocowanie dla wnioskowania Sądu I instancji w zakresie zamiaru, co jednak - ze względu na reguły
reformationis in peius – nie uprawniało
in concreto do przypisania K. J. (1) usiłowania zbrodni zabójstwa K. K. (1) (o czym w dalszej części uzasadnienia).
Odnośnie natomiast zarzutu obrazy art. 5 § 2 kpk określona w nim reguła nie polega na bezkrytycznym przyjęciu wersji podawanych przez oskarżonego, zwłaszcza, gdy te nie są konsekwentne, ale diametralnie różne, ani też na wyborze wersji dla niego najkorzystniejszej.
Nie dochodzi zatem do naruszenia zasady
in dubio pro reo w sytuacji, gdy orzekający w sprawie Sąd usunął wszelkie wątpliwości co do okoliczności istotnych dla wyroku, w drodze swobodnej oceny dowodów i logicznego wnioskowania na podstawie tych, które obdarzył wiarą, a zatem zrekonstruował stan faktyczny w oparciu o dowody, których oceny wiarygodności skarżący nie zdołali podważyć. Odmienne oceny i wnioski proponowane przez stronę nie decydują o naruszeniu dyrektywy tego przepisu.
Jednocześnie reguła
in dubio pro reo sformułowana w art. 5 § 2 kpk w zmienionym brzmieniu wprowadzonym z dniem 15 lipca 2015 r. na skutek nowelizacji kodeksu postępowania karnego na podstawie ustawy z 27 września 2013 r. (Dz.U. 2013.1247, art. 1) wpisuje się w realizację wytycznych zawartych w art. 6 ust. 2 Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 9 marca 2016 r., 2016/343, zobowiązującym państwa członkowskie do zapewnienia, aby wszelkie wątpliwości co do winy rozstrzygano na korzyść podejrzanego lub oskarżonego, także w sytuacji gdy sąd dokonuje oceny, czy uniewinnić daną osobę. „Wszelkie wątpliwości” nie mogą być tu rozumiane inaczej niż jako takie wątpliwości, których nie dało się usunąć, również na płaszczyźnie dowodowego ustalenia sprawstwa.
Natomiast ich usunięcie przy wykorzystaniu procesowego narzędzia swobodnej oceny dowodów sprawia, że wątpliwości przestają istnieć. Inne rozumienie tej zasady prowadziłoby do niedopuszczalności skazania choćby w sytuacji, gdy nieprzyznającemu się do winy oskarżonemu nie można byłoby dać wiary, a zatem wiodłoby
ad absurdum.
Tymczasem prawidłowo przeprowadzone postępowanie dowodowe i uwzględniająca reguły art. 7 kpk i 410 kpk ocena dowodów, pozwoliły na usunięcie wątpliwości i ustalenie stanu faktycznego odpowiadającego prawdzie materialnej, co zarzut obrazy art. 5 § 2 kpk w zw. z art. 6 ust. 2 Dyrektywy PE 2016/343, czyni niezasadnym.
Ad. 3
Zarzut w istocie dotyczy obrazy art. 413 § 2 pkt 1 kpk, wszak zaskarżony wyrok zawiera rozstrzygnięcie, natomiast nie określono w nim dokładnie przypisanego każdemu z oskarżonych czynu oraz jego kwalifikacji prawnej w sposób adekwatny do ustaleń poczynionych w wyroku.
Taki stan rzeczy wynika jednak z błędnej wykładni prawa dokonanej przez Sąd I instancji, który trafnie wywodząc w motywacyjnej części wyroku, że oskarżeni wzięli udział w pobiciu pokrzywdzonych, podczas którego używali noży, a także w umocowany dowodami sposób indywidualizując skutki wywołane przez każdego z napastników u poszczególnych pokrzywdzonych, niezasadnie uznał, że pomiędzy tymi skutkami a udziałem w sprawców w ich pobiciu zachodzi zbieg pomijalny, a w konsekwencji przypisał oskarżonym jedynie zindywidualizowane działania i usiłowania działań prowadzących do określonych skutków.
Natomiast zbieg niewłaściwy (pomijalny) zachodzi jedynie pomiędzy art. 158 § 1 kk i art. 159 kk, bowiem udział w pobiciu z niebezpiecznym narzędziem konsumuje sam udział w pobiciu (tak słusznie: wyrok SA w Krakowie z 29 grudnia 2006 r., II AKa 242/06, KZS 2007/2/31), ale nie konsumuje skutku o jakim mowa w art. 158 § 2 i 3 kk.
Co zaś się tyczy następstw czynu, o których mowa w art. 158 § 2 i 3 kk, to umyślne spowodowanie któregokolwiek z nich przez jego bezpośredniego sprawcę, nie realizuje udziału w bójce lub pobiciu kwalifikowanego przez nieumyślny ciężki uszczerbek na zdrowiu albo śmierć człowieka, tylko stanowi przestępstwo określone w art. 156 § 1 kk albo przestępstwo odpowiedniego typu objętego dyspozycją art. 148 kk. W takim zaś wypadku nie zachodzi pomijalny zbieg przepisów kwalifikujących skutek oraz udział w pobiciu, ale konieczna jest kumulatywna kwalifikacja z art. 158 § 1 kk a w przypadku użycia niebezpiecznego narzędzia z art. 159 kk, bowiem oczywistemu wyłączeniu w takim wypadku podlega przepis kwalifikowany przez skutek spowodowany nieumyślnie.
Jeśli zatem następstwem pobicia jest śmierć człowieka lub uszczerbek na zdrowiu a sprawca działał z zamiarem spowodowania takich skutków, to należy przyjąć kumulatywną kwalifikację z art. 158 § 1 kk w zbiegu z przepisem kwalifikującym takie umyślne następstwo (art. 156 kk lub 148 kk) w zw. z art. 11 § 2 kk. Jeżeli zaś sprawca takiego czynu używał niebezpiecznego narzędzia, to miejsce art. 158 § 1 kk zastępuje art. 159 kk.
Natomiast nieumyślne spowodowanie przez ustalonego sprawcę takiego następstwa sprawia, że odpowiada on za odpowiedni typ kwalifikowany udziału w pobiciu.
Stąd, podzielając stanowisko prokuratora, że kwalifikacja prawna czynu przypisanego każdemu ze sprawców powinna odzwierciedlać ich udział w pobiciu oraz użycie noża, Sąd Apelacyjny dokonał korekty opisów czynów przypisanych oskarżonym, ale z uwzględnieniem reguł
reformationis in peius (o czym w dalszej części uzasadnienia).
Trzeba w tym miejscu wskazać, że ustalenia faktyczne poczynione przez Sąd Okręgowy w zakresie udziału oskarżonych w pobiciu pokrzywdzonych, których odzwierciedleniem jest uzasadnienie zaskarżonego orzeczenia, znajduje umocowanie w treści dowodów, którym przypisano walor wiarygodności. Zeznania bowiem świadka M. P. (1) co do tego, że pokrzywdzeni zostali napadnięci kiedy odchodzili już z miejsca zdarzenia, oddalając się od okien mieszkania nr (...) przy ul. (...), korespondują z relacjami świadków A. W., M. Ż. i K. P., jak też nie kolidują z protokołem oględzin miejsca zdarzenia, obrazującym rozrzut różnych jego śladów na obszarze pomiędzy 58 metrem a 164 metrem od wewnętrznej krawędzi chodnika przy ul (...) w kierunku budynku przy ul. (...) oraz pomiędzy 1,2 m a 17 m od ściany budynku przy ul. (...) m od ściany budynku przy ul. (...) (k. 70-72), co zważywszy na dynamikę zdarzenia nie pozwala określić dokładnego miejsca jego początku, a na pewno nie wyklucza zeznań świadków.
Na podstawie tych dowodów Sąd Okręgowy trafnie ustalił, że oskarżeni opuściwszy mieszkanie przez okno, co samo w sobie świadczy o konfrontacyjnym nastawieniu, zaatakowali opuszczających teren pokrzywdzonych, zapowiadając im pokaz tego „jak się bawi w W.”.
|