|
Sąd Rejonowy nie obraził wskazanych przepisów postępowania, względnie nie miało ono wpływu na treść zaskarżonego wyroku, a ustalenia przyjęte za jego podstawę są jak najbardziej prawidłowe. Stanowią wynik rzetelnej analizy kompletnie zgromadzonego materiału dowodowego, ocenionego swobodnie, z uwzględnieniem zasad prawidłowego rozumowania oraz wskazań wiedzy i doświadczenia życiowego. Wyjaśnionymi zostały wszystkie istotne okoliczności sprawy.
Należy podkreślić, że przekonanie o wiarygodności jednych dowodów i niewiarygodności innych pozostaje pod ochroną prawa procesowego (art. 7 kpk), jeżeli poprzedza je ujawnienie w toku rozprawy głównej całokształtu okoliczności sprawy (art. 410 kpk), i to w sposób podyktowany obowiązkiem dochodzenia prawdy (art. 2 § 2 kpk), stanowi ono wynik rozważenia wszystkich okoliczności przemawiających zarówno na korzyść, jak i na niekorzyść oskarżonego (art. 4 kpk), jest wyczerpujące i logicznie - z uwzględnieniem wskazań wiedzy i doświadczenia życiowego - uargumentowane w uzasadnieniu wyroku. Zarzut naruszenia art. 7 kpk nie może natomiast ograniczać się do wskazania wadliwości sędziowskiego przekonania o wiarygodności jednych, a niewiarygodności innych źródeł czy środków dowodowych, lecz powinien wykazywać konkretne błędy w samym sposobie dochodzenia do określonych ocen, przemawiające
w zasadniczy sposób przeciwko dokonanemu rozstrzygnięciu. W grę może wchodzić np. pominięcie istotnych środków dowodowych, niedostrzeżenie ważnych rozbieżności, uchylenie się od oceny wewnętrznych czy wzajemnych sprzeczności. W procesie nie chodzi bowiem o to, czy dowody są nieprzekonujące dla strony, lecz o to, czy są one przekonujące lub nie dla sądu w kontekście całokształtu materiału dowodowego. Sama odmienność przekonania strony, czy obrońcy w danej kwestii, nie jest zaś obrazą prawa (zob. postanowienie SN z 13 listopada 2007 r., V KK 257/07, LEX nr 332945). Tak więc i zarzutu obrazy art. 410 kpk nie można opierać na tym, iż pewne dowody, a ściślej okoliczności z nich wynikające, nie stanowiły podstawy ustaleń, jeżeli sąd rozważył je i ocenił ich znaczenie w sposób określony w art. 7 kpk (zob. wyrok SA w Krakowie z 6 marca 2014 r., II AKa 279/13, KZS 2014/4/49). Przepis art. 410 kpk nakazujący uwzględnienie całokształtu okoliczności ujawnionych na rozprawie nie może być przecież rozumiany w ten sposób, że każdy z przeprowadzonych dowodów ma stanowić podstawę ustaleń sądu. Byłoby to oczywiście niemożliwe, gdy z różnych dowodów wynikają wzajemnie sprzeczne okoliczności.
Tymczasem apelujący obrońca, zresztą podobnie skarżący osobiście oskarżeni, dający w ten sposób wyraz swojej niezgodzie na skazanie z odwołaniem się do argumentacji, która zasadniczo stanowi powielenie twierdzeń zawartych środku odwoławczym wywiedzionym przez ich obrońcę, wystarczająco wszechstronnej i wnikliwej analizie całokształtu okoliczności wynikających ze zgromadzonego materiału dowodowego ocenionego przez Sąd Rejonowy z uwzględnieniem zasad logiki oraz wskazań wiedzy i doświadczenia życiowego, czemu dał wyraz w sposób klarowny i jasny w uzasadnieniu zaskarżonego wyroku, tak naprawdę potrafili przeciwstawić własną ocenę tego materiału dowodowego. Ograniczyła się zatem do polemiki z ustaleniami Sądu I instancji, która nie mogła się okazać skuteczną, kiedy jednocześnie nie wykazała, w czym Sąd I instancji uchybił zasadom logicznego rozumowania, czy też dlaczego jego oceny nie respektują wskazań wiedzy i doświadczenia życiowego.
Dalsze szczegółowe rozważania rozpocząć należy od zarzutów obrońcy ukierunkowanych na zakwestionowanie prawidłowości procedowania Sądu I instancji.
Co do zarzut obrazy art. 148 § 1 kpk w zw. z art. 7 kpk wskazać należy, że nie ma potwierdzenia dla twierdzenia obrońcy, jakoby protokół ustnego zawiadomienia o przestępstwie i przesłuchania w charakterze świadka osoby zawiadamiającej, w tym wypadku A. G. (2), nie zawierał oznaczenia wszystkich osób uczestniczących w czynności, którą dokumentował, jak też nie przedstawiał rzeczywistego przebiegu czynności, bowiem tego rodzaju mankamenty owego protokołu były w istocie przez skarżącego obrońcę wskazywane. E. G. (2) nie zeznał bowiem niczego takiego, z czego można byłoby wywieść, że towarzysząc wożonemu samochodem synowi na Komisariacie Policji (...)w B., gdzie wspomniane zawiadomienie zostało formalnie przez niego złożone i odbyło się przesłuchanie zawiadamiającego, był też uczestnikiem owej czynności. Nic takiego nie wynikało również z zeznań pokrzywdzonego. E. G. (2) podał jedynie cyt. "
Po wszystkich badaniach syn mógł jechać na policję, bo ważniejsze było zdrowie niż powiadomienie policji, syn złożył zawiadomienie o przestępstwie" (k. 160v), "
Rozmawiałem z tym policjantem, który odbierał zawiadomienie od syna, bo to miało być przekazane do rejonu T. - K., bo zawiadomienie było odbierane w B.. M. wtedy jechali prosto ze szpitala, było dosyć późno i dlatego trafiliśmy do B.
" (k. 161). Z kolei A. G. (2) wskazał cyt. "
... w B. składałem zawiadomienie" (. 128v). Wprawdzie matka pokrzywdzonego D. G. zeznała cyt. "
Mąż z synem składali zawiadomienie o przestępstwie, ja w tym czasie zajmowałam się dzieckiem" (k. 162v), nie mniej tego rodzaju wypowiedź z oczywistych względów nie może być traktowana jako potwierdzenie tezy obrońcy, stanowi bowiem pewien skrót myślowy, z którego w żadnym razie nie wynika, by rola E. G. (2) nie ograniczała się jedynie do obecności w towarzystwie syna na Komisariacie Policji (...)w B. i ewentualnie wykazania zainteresowania dalszymi losami zawiadomienia i zeznań, które wówczas tenże złożył. Nawet jeśli wówczas E. G. (2) nawet coś podpisywał, o niczym takim jednak nie zeznał, podobnie jego syn i żona, nie dowodziłoby to, że wówczas był faktycznie uczestnikiem czynności z pokrzywdzonym przeprowadzonej, a protokół wbrew wymogom art. 148 § 1 kpk tego nie udokumentował. Zresztą obrońca już w uzasadnieniu swej apelacji ograniczył się do ogólnikowego wskazania, że cyt. "...
wedle relacji pokrzywdzonego i E. G., E. G. towarzyszył pokrzywdzonemu w czasie składania zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa" (k. 292), bez odniesienia się do konkretnych fragmentów zeznań tych świadków, z których miałoby wynikać nie tylko towarzyszenie synowi przez ojca w czasie jego bytności w jednostce Policji, ale również udział w tam przeprowadzanej z nim czynności procesowej.
Co się tyczy naruszenia art. 285 § 1 kpk w zw. z art. 287 § 1 kpk, podkreślenia wymaga, iż przepis ten jest adresowany do sądu, który może, czy to z własnej inicjatywy (z urzędu), czy też na wniosek strony lub innej osoby bezpośrednio zainteresowanej (art. 9 § 2 kpk), ukarać świadka karą pieniężną w wysokości do 3000 złotych w przypadku bezpodstawnego uchylania się od złożenia zeznania. Nawet jeśli świadek mimo ciążącego na nim obowiązku i braku możliwości powołania się na tajemnicę lub skorzystania z prawa do odmowy składania zeznań lub odpowiedzi na pytania - nie udziela odpowiedzi na pytania w sytuacji, gdy ma ku temu realną możliwość, reakcją sądu na tego rodzaju sytuację wcale nie musi być przewidziane w przywołanych przepisach ukaranie karą pieniężną. Ma ono zawsze charakter fakultatywny. Niczego w tym zakresie nie mógł zmienić wniosek obrońcy domagającego się takiego ukarania (k. 160). Poza tym obrońca nie starał się nawet wskazać, jaki hipotetyczny wpływ na treść zaskarżonego wyroku, mogła mieć odmowa udzielenia przez E. G. (2) odpowiedzi na pytanie, od kogo świadek dowiedział się o przedmiotowym zdarzeniu, a ściślej, że pocztą pantoflową dowiedzieli się od tych ludzi, którzy byli bardziej życzliwi, że syn został uderzony kastetem, że nikt mu nie pomógł, że zostawili go na pastwę losu (k. 160v, 161). Sąd odwoławczy nie był zaś w stanie takie związku się doszukać, kiedy M. P. (1) przypisano adekwatnie do poczynionych ustaleń, że kastetem uderzał pokrzywdzonego, a nikt nie twierdził, że te "życzliwe osoby" potwierdziłyby wersję oskarżonych, iż w krytycznym czasie nie było ich nawet w pobliżu miejsca zdarzenia. Na marginesie należy jednak zauważyć, że w dalszym toku zeznań wbrew pierwotniej niechęci wskazania tych osób powodowanej ich obawą przed oskarżonymi, E. G. (2) zeznał, że cyt. "
... pani z personelu, która sprzedaje w sklepie, nie wiem jej nazwiska, pracuje do dzisiaj, powiedziała mi, że świadek pani M. mówiła, że syn został uderzony kastetem..." (k. 161v). W istocie więc udzielił odpowiedzi na pytanie, od której się początkowo uchylił ze zrozumiałych jednak w realiach tej sprawy względów, gdzie aura potencjalnego strachu, lęku przed oskarżonymi, a przynajmniej jednym z nich, jako ewentualny powód złożenia nieobciążających ich zeznań, jawiła się jako clou tej sprawy.
Sąd odwoławczy nie miał też zastrzeżeń do oddalenia przez Sąd I instancji na terminie rozprawy w dniu 12 maja 2021 r. wniosku obrońcy o przeprowadzenie konfrontacji pomiędzy świadkami E. G. (2) i M. M. (4), jakkolwiek nie przekonywała podstawa i uzasadnienie tejże decyzji. Zgodnie z przywołanym w niej art. 170 § 1 pkt 4 kpk oddala się wniosek dowodowy, jeżeli dowodu nie da się przeprowadzić. Sąd Rejonowy uznał, że konfrontacja nie jest możliwa do przeprowadzenia z racji wyjazdu do pracy za granicę świadka E. G. (2) oraz dłuższej choroby świadka M. M. (4). Słusznie zauważył jednak obrońca, że nie wiedział Sąd I instancji, jak długą będzie nieobecność w kraju E. G. (2). Co do świadka M. M. (4) było natomiast wiadomym, że opuścił już szpital, w którym przebywał od 2 września 2020 r. (k. 222), a niestawiennictwo tłumaczył przebywaniem na zwolnieniu lekarskim, o którym jedynie komunikował telefonicznie (k. 260, 268). Na pewno nie były to okoliczności, które pozwalałyby stwierdzić, że konfrontacja nie jest w ogóle możliwa do przeprowadzenia. Oczywiście niemożność przeprowadzenia dowodu jako podstawa oddalenia wniosku dowodowego to sytuacja, gdy dany dowód nie tylko w ogóle, ale też w przewidywanym naturalnie terminie nie będzie mógł być przeprowadzony (zob. postanowienie SN z 29 grudnia 2015 r., II KK 371/15, LEX nr 1959481; postanowienie SN z 18 grudnia 2015 r., II KK 366/15, LEX nr 1962522), przykładowo można tu wskazać niemożność odnalezienia świadka, wyjazd świadka poza granice Rzeczypospolitej Polskiej bez wskazania miejsca pobytu, ale tego rodzaju sytuacja również jeszcze nie zaistniała. Nieobecność świadka M., którego telefoniczne usprawiedliwienia niestawiennictwa Sąd I instancji bezkrytycznie przyjmował, przecież mogła być powodowana niechęcią do udziału w czynności, okoliczności sprawy taką ewentualność nakazywały brać pod uwagę. Z kolei w przypadku świadka G. Sąd Rejonowy w żaden sposób nie zweryfikował jego zapewnienia, iż zamierza wyjechać do pracy za granicę. Poza tym wspominał o tym w rozmowie telefonicznej z urzędnikiem sądowym odwołującym jego stawiennictwo na rozprawie w dniu 7 kwietnia 2021 r. nie podając jednak czasu, przez jaki w związku z tym będzie nieobecny w kraju (k. 260). Jak najbardziej zachodziła jednak podstawa oddalenia wniosku dowodowego o konfrontację w/w świadków w postaci nieprzydatności dowodu dla stwierdzenia danej okoliczności (art. 170 § 1 pkt 3 kpk). Podkreślenia wymaga, iż zgodnie z art. 172 kpk osoby przesłuchiwane mogą być konfrontowane w celu wyjaśnienia sprzeczności. Przepis ten nie nakłada jednak na organy procesowe żadnego obowiązku. Daje jedynie podstawę przeprowadzenia konfrontacji pomiędzy osobami przesłuchiwanymi, a także określa sytuację, w której jest ona niedopuszczalna. Konfrontacja jest zatem czynnością fakultatywną, uzależnioną od oceny organu procesowego, który nie ma obowiązku jej przeprowadzenia w każdym wypadku sprzeczności w oświadczeniach dowodowych. Powinien to zrobić wówczas, gdy może się to przyczynić do prawidłowego ustalenia stanu faktycznego (zob. postanowienie SN z dnia 29 maja 2008 r., V KK 99/08, LEX nr 435313). Jakkolwiek jest oczywistym, że pomiędzy depozycjami świadków E. G. (2) i M. M. (4) zachodziły pewne sprzeczności, to już jednak nie w takim zakresie, jak to przedstawiał obrońca. Poza tym to, czego rzeczywiście występujące sprzeczności dotyczyły, zdaniem Sądu odwoławczego wskazywało, że nie mogłyby zostać wyjaśnione w drodze konfrontacji. Przecież z zeznań M. M. (4) wynikało, że nie potwierdzał on jakichkolwiek kontaktów ze świadkiem E. G. (2), podczas których informowałby go o pobiciu jego syna i osobie sprawcy. Wręcz wykluczył taki kontakt w dniu zdarzenia. Twierdził przecież, iż nie był świadkiem tego pobicia, a w czasie, w którym miało się dokonać, musiał przebywać w swoim miejscu zamieszkania. Wprawdzie przyznał, że była sytuacja, że oddawał matce pokrzywdzonego kurtkę jej syna, ale wcale nie twierdził, że zetknął się wówczas z jego ojcem. Ponadto wcale nie twierdził, że kurtka nie była zakrwawioną, w ogóle w tym temacie się nie wypowiedział. Z zestawienia z wypowiedzią, iż o pobiciu pokrzywdzonego dowiedzieć się musiał później, choć miał nie pamiętać od kogo, bynajmniej jednak nie wynika, że zaprzeczał faktowi zakrwawienia kurtki, a można wnioskować, iż nie odnotował go, względnie nawet jeśli okoliczność tę dostrzegł, a nie zakomunikował w swoich zeznaniach, by łączył ją wówczas z pobiciem pokrzywdzonego, o którego osobie przecież wypowiedział się również, że kiedy zetknął się z nim nieco wcześniej, miał być on pod wyraźnym wpływem alkoholu. Mając powyższe na względzie nie sposób wyobrazić sobie, żeby wnioskowana konfrontacja mogła przybliżyć organ procesowy do prawdy obiektywnej w zakresie inkryminowanego zdarzenia. Z powyższego wynika, że obraza art. 170 § 1 pkt 4 kpk nie mogła mieć wpływu na treść zaskarżonego wyroku. Tymczasem obraza przepisów prawa procesowego może stanowić skutecznie podstawę zarzutu odwoławczego tylko wówczas, gdy zarzucane uchybienie mogło mieć wpływ na treść orzeczenia (art. 438 pkt 2 kpk).
Jeśli zaś chodzi o obrazę art. 7 kpk sprowadzającą się do wadliwej oceny dowodów i będącego również ich konsekwencją błędu w ustaleniach faktycznych trzeba wyraźnie powiedzieć, że Sąd Rejonowy jak najbardziej przekonująco wskazał, dlaczego przymiotem wiarygodności obdarzył zeznania pokrzywdzonego A. G. (2), z których wynikały okoliczności wprost świadczące o popełnieniu przez oskarżonych przypisanych im czynów. W żadnym zaś razie nie była dowolną ocena tych depozycji. Sąd I instancji miał pełne podstawy do tego, by przydać im, jak też dowodom, które z tymi depozycjami korespondowały, walor wiarygodności, a odmówić go dowodom przeciwnym, w tym wyjaśnieniom oskarżonych, ze wskazaniem, z jakich przyczyn to czyni. Zgodnie z istotą swobodnej oceny dowodów stanowisko to wprawdzie oparte było o własne przekonanie organu orzekającego, nie mniej uwzględniało wszystkie przeprowadzone dowody i całokształt wynikających z nich okoliczności, przemawiających zarówno na korzyść, jak i niekorzyść oskarżonych, ocenionych zgodnie z zasadami prawidłowego rozumowania oraz wskazaniami wiedzy i doświadczenia życiowego.
Nie jest prawdziwą teza apelującego obrońcy, podobnie samych oskarżonych, że zaszłości, jakie łączą pokrzywdzonego i K. P. (3) poprzednio S. oraz ich konsekwencje związane choćby z karalnością A. G. (2) za przestępstwo znęcania popełnione na szkodę byłej partnerki, miałyby podważać w realiach tej sprawy prawdziwość jego relacji stwarzając obraz mężczyzny wykorzystującego okazję do rewanżu. Wręcz przeciwnie, sytuacja konfliktowa, jaka wytworzyła się pomiędzy byłymi partnerami, logicznie i w zgodzie z doświadczeniem życiowym tłumaczyłaby, dlaczego oskarżona byłaby zainteresowaną, a wręcz mogłaby chcieć, aby jej ówczesny partner, a obecny mąż, solidnie pobił pokrzywdzonego. W takim kontekście doświadczenie życiowe podpowiada, że i również M. P. (1) mógł być skorym, aby dokonać tego, o czym zeznał pokrzywdzony. Uprzednie konflikty oskarżonego z prawem, w tym skazanie w 2014 r. za przestępstwo z art. 157 § 1 kk, wskazywały, iż mógł być do tego zdolnym. Poza tym wiadomości, jakie słać miał oskarżonemu pokrzywdzony w grudniu 2017 r. (k. 153) pozwalały sądzić, iż pomiędzy mężczyznami także występuje sytuacja konfliktowa, mogąca również po stronie oskarżonego zrodzić chęć odpowiedniego zrewanżowania się pokrzywdzonemu. Wtedy zresztą też K. P. (1) zawiadomiła Policję o tym, że jest obiektem nękania ze strony pokrzywdzonego (k. 157), już jednak w styczniu 2018 r. wycofując złożony wniosek o ściganie (k. 158).
Wątpliwości co do prawdomówności pokrzywdzonego odnośnie przebiegu zdarzenia i powiązania z nim oskarżonych nie mogły zrodzić również okoliczności, w jakich pokrzywdzony zgłosił zajście na Policji, nawet jeśli uczynił to dopiero po tygodniu. Już w dokumentacji medycznej z dnia 8 lutego 2018 r. jest przecież wzmianka oparta o wywiad z pacjentem o uderzaniu w głowę tępym narzędziem (kastet?) w niedzielę (4.02.2018) (k. 10). Poza tym początkowo były bagatelizowanymi przez pokrzywdzonego obrażenia, stąd też zrozumiałym być musi, że z opóźnieniem zwrócił się o pomoc medyczną. Nie mniej istotnym jest, że i zdjęcia, które przedłożył sądowi z wyglądem swej twarzy po pobiciu (k. 171), pozwalają naocznie zorientować się, że opisane w dokumentacji medycznej obrażenia ciała, które mogłyby zostać dostrzeżone gołym okiem, akurat w tej dokumentacji mają swoje odzwierciedlenie. Stąd nie było podstaw, żeby zgodnie z tym, co zeznał pokrzywdzony, nie łączyć rzeczonej dokumentacji fotograficznej z efektami przedmiotowego zdarzenia i to nawet jeśli nie wskazuje ona wprost na czas jej wykonania.
Wiadomość do świadka D. K. (2) wysłana z numeru telefonu pokrzywdzonego i odczytana na rozprawie z jej telefonu (k. 138v) korespondowała z kolei z przebiegiem mediacji przeprowadzonej w tej sprawie, a niezakończonej zawarciem ugody (k. 98-99). W żadnym razie nie wynikało z niej, by pokrzywdzony świadczył nieprawdę przeciwko oskarżonym, a jedynie co najwyżej dawał wyraz swemu rozżaleniu, a może i nawet złości, w związku z ich postawą względem mediacji, którą mieli po prostu zlekceważyć, choć wcześniej w sprzeciwie od wyroku nakazowego deklarowana była z ich strony wola wykorzystania w postępowaniu tej formy polubownego rozwiązania sporu leżącego u podstaw przedmiotowego zdarzenia. Jak przecież zeznał pokrzywdzony pisał rzeczoną wiadomość pod wpływem impulsu (k. 139).
Dziwi wypominanie świadkowi E. G. (2), że zeznania złożył dopiero na etapie postępowania jurysdykcyjnego, kiedy w tej roli, podobnie jak jego żona, pojawił się z inicjatywy sądu (k. 139, 140), a w swoich depozycjach tak naprawdę nie twierdził, iż to, co zobaczył, a później pokojarzył z przedmiotowym pobiciem, miało wskazywać, że uważał się za istotne źródło dowodowe w sprawie. Za takowe uważał syna i jego zeznania, choć rzeczywiście raczył również podać okoliczności, które zaprzeczały twierdzeniom oskarżonych co do ich nieobecności w krytycznym czasie nawet w pobliżu miejsca zdarzenia. Bynajmniej jednak na z tym związane okoliczności zeznania ojca i syna nie rozmijały się z powodów wskazanych przez skarżących. Uważna lektura relacji obu mężczyzn w powiązaniu ze znajomością topografii miejsca zdarzenia, którą Sądowi odwoławczemu zapewniała powszechnie dostępna usługa (...) w ramach (...), wystarczała, żeby mieć pewność, iż nie wskazywali zupełni różnych, odległych przy tym od siebie miejsc, w których miało dojść do inkryminowanego zdarzenia. Już w dochodzeniu pokrzywdzony zeznał, iż znajdował się "obok" bloku przy wejściu do klatki schodowej nr (...), kiedy podjechał samochód z oskarżonymi (k. 2). Przed Sądem podał natomiast, że stał między blokiem (...)a (...)"bodajże" (k. 128), po czym potwierdził wcześniejsze zeznania, które zostało mu odczytane (k. 128v). Z kolei E. G. (2) podał, że zdarzenie, które widział z pewnej odległości nie pozwalającej mu się rozeznać w uczestnikach i które dopiero później powiązał z tym, w jakim stanie do miejsca zamieszkania wrócił jego syn, zlokalizował na rogu bloku o numerach (...) przed sklepem (k. 161v). Wskazać zaś trzeba za tym, co wynika z topografii miejsca, że obaj mężczyźni wypowiadali się o sąsiadujących ze sobą budynkach usytuowanych równolegle do siebie, choć nie w jednej linii, w ten sposób, że przeciwstawne ściany szczytowe obu bloków dzieliło góra kilkanaście metrów. Właśnie w tak określonej bliskości budynku z klatką schodową nr (...) znajdował się sklep przywołany przez E. G. (2), zlokalizowany w sąsiednim bloku na rogu, który akurat wychodził na tę stronę budynku, obok którego umieścił się pokrzywdzony, po której właśnie są klatki schodowe. Uwzględniając powyższe nie sposób uznać, by pokrzywdzony i jego ojciec odmiennie wskazywali miejsce zdarzenia.
Bez istotnego powiązania z niniejszą sprawą uznaje Sąd odwoławczy wypowiedzi E. G. (2) odnoszące się do innego postępowania, w którym wraz z synem i żoną mają być oskarżonymi w związku z przebiegiem interwencji Policji nie dotyczącej jednak w ogóle zdarzenia objętego zarzutami aktu oskarżenia, czyli pobicia pokrzywdzonego w dniu 4 lutego 2018 r. w K. na ul. (...) w okolicy jego miejsca zamieszkania i to nawet jeśli sam świadek ma w tym temacie odmienne zdanie, uważając całą sytuację za sprowokowaną. Na pewno na tej podstawie nie sposób skutecznie podważyć relacji pokrzywdzonego odnośnie inkryminowanego zdarzenia, które przez całe postępowanie są konsekwentne i stanowcze w zakresie, w jakim opisują czas i miejsce, a także sposób i okoliczności zachowania się oskarżonych. Co też istotne pokrzywdzony nie miał nigdy wątpliwości odnośnie tożsamości osoby, która go uderzała, jak i osoby nawołującej napastnika do jego pobicia, co akurat nie może dziwić, kiedy osoby te były mu bardzo dobrze znane.
Trafnie wskazał Sąd I instancji, iż wersja pokrzywdzonego znajdowała wsparcie w pierwotnych zeznaniach D. K. (2). Jak najbardziej zgodną z zasadami logiki oraz wskazaniami wiedzy i doświadczenia życiowego musiała być zaś ocena zeznań tej innej byłej partnerki pokrzywdzonego, będącej również matką jego dziecka. Jak najbardziej miało prawo nie przekonać Sądu Rejonowego jej wytłumaczenie się ze zmiany zeznań. Nawet jeśli obudowane rozległym wywodem, wybrzmiewało wręcz infantylnie, kiedy w dochodzeniu, już po urodzenia dziecka, które ma z A. G. (2), nie kryła się ze swym negatywnym stosunkiem do pokrzywdzonego, a mimo to złożyła zeznania zasadniczo wpisujące się w przedstawiony przez niego przebieg zdarzenia z udziałem oskarżonych, akcentowała przy tym, iż akurat naocznym obserwatorem zadawania uderzeń nie była (k. 33-34). Przed sądem wskazała zaś, iż zeznała wtedy na korzyść pokrzywdzonego, by go nie zezłościć i nie narobić sobie wrogów (k. 138v). Na pewno jednak nie mogła obawiać się, jak twierdził obrońca, że pokrzywdzony będzie się znęcał nad nią w ciąży, skoro w ciąży wtedy już nie była. W obliczu zeznawania pod groźbą odpowiedzialności karnej za składanie fałszywych zeznań, gdy w tle pojawia się "problem" niechęci do świadczenia przeciwko oskarżonym, czego potwierdzeniem - wedle zeznań pokrzywdzonego oraz jego ojca - byłyby relacje całej grupy świadków wypierających się swojej bytności na miejscu zdarzenia lub w jego pobliżu akurat w krytycznym momencie i mających na to swoje wytłumaczenie, rzeczywiście wolta, którą w jurysdykcyjnej fazie procesu wykonała D. K. (2), pozwalała Sądowi
a quo krytycznie ocenić jej zeznania złożone na tym etapie postępowania. W żadnym razie nie uchybiało to kryteriom oceny swobodnej, a wręcz przeciwnie miało pełne oparcie w zasadach prawidłowego rozumowania oraz wskazaniach wiedzy i doświadczenia życiowego, również dlatego, że zdecydowanie nieprzekonująco tłumaczyła się z treści wiadomości, jakie już po swoim pierwszym przesłuchaniu na rozprawie wymieniać miała z pokrzywdzonym. Nie kryjąc, że uwidocznione w dostarczonych przez pokrzywdzonego wydrukach konwersacji konto profilowe z wizerunkiem kobiety należy do niej, zaprzeczyła wiadomościom z niego wysłanym, co potrafiła wyjaśnić tylko tym, że pewnie oskarżony się pod nią podszył wykorzystując sytuacje, gdy podczas jego kontaktów z dzieckiem pozostawiała bez nadzoru swój telefon. Nie potrafiła jednak wskazać konkretnych takich sytuacji. Sugerowanie przy tym, iż byłyby to sytuacje wręcz powtarzające się nie wytrzymuje w konfrontacji z doświadczeniem życiowym. Zaprzeczył zaś temu wszystkiemu pokrzywdzony. Zresztą na logikę nie sposób uwierzyć, aby D. K. (2) nie zareagowała adekwatnie już na pierwszy przypadek, w którym zauważyła pokrzywdzonego "grzebiącego" w jej telefonie, który pozostawiła dziecku do zabawy. Twierdziła zaś, że nigdy nie wprowadziła blokady urządzenia (k. 210v). Mając to względzie nie mogło więc też dziwić, że Sąd I instancji nie miał zastrzeżeń do przedłożonych wydruków konwersacji (k. 182-187), z których wynikało, że D. K. (2) zeznając przed sądem najzwyczajniej kłamała, za nieprawdziwe uchodzić muszą także zeznania D. S., o której pokrzywdzony miał się w późniejszym czasie dowiedzieć, że widziała zdarzenie, a D. K. (2) w konwersacji z ojcem swego dziecka potwierdziła, że tak było i nawet sugerowała, że (...) będzie miała okazję opowiedzieć przed sądem prawdę.
Wbrew temu, co podniósł obrońca, ujawniły się w sprawie okoliczności, które wyjaśniałyby logicznie, dlaczego M. M. (4), D. M. (3), D. P., P. G. (2), D. M. (4), S. B. (2) i P. S. (2) zeznawaliby nieprawdę twierdząc, że niczego nie widzieli. Zresztą tylko z zeznań części z tych osób tak naprawdę wynikało, że pokrzywdzony w krytycznym czasie miał być mocno nietrzeźwy. On sam nie potwierdzał aż takiego swojego stanu. Nie może dziwić, że nie chcieli swoimi zeznaniami zaszkodzić oskarżonym, nawet jeśli niekoniecznie muszą uchodzić za osoby zaliczające się do ich kręgu towarzyskiego. Z żadnego też dowodu, wbrew temu, na co wskazał Sąd I instancji, nie wynika, by którakolwiek z w/w osób nadjechała samochodem z oskarżonymi. Tak jak np. D. M. (3), o której E. G. (2) zeznał, że od ekspedientki dowiedział się, że widzieć miała uderzenie syna kastetem, podobnie również M. M. (4) i to z powodów trafnie dostrzeżonych przez Sąd Rejonowy (zeznania E. G., któremu M. M. miał powiedzieć, iż nie chce wyglądać jak jego syn), mogli nie być skorymi angażować się w sprawę np. z obawy o własne bezpieczeństwo, a w przypadku P. S. (2) nie bez znaczenia musiało być również i to, że oskarżony jest ojcem jej dziecka i chciałaby przynajmniej móc liczyć na wsparcie z jego strony. Logika i doświadczenie życiowe podpowiadają, iż potwierdzeniem tego wszystkiego musi być opisana wyżej wolta D. K. (2) oraz okoliczności naprowadzone treścią konwersacji, którą miała prowadzić z pokrzywdzonym już po swoim przesłuchaniu przed sądem w marcu 2020 r., a w której w/w kobieta wprost miała też napisać, że osoby opisywane jako D. i M. (chodzi zapewne o D. M. (5) i M. M. (4) - dopisek SO) też skłamali w swoich zeznaniach (k. 186).
Prawidłowo ocenił Sąd Rejonowy również opinie biegłych. Musiał przecież dostrzec, iż nic kategorycznego, co odnosiłoby się do sposobu zachowania napastnika nie wynikało z tych opinii. Nie mniej w szczególności opinia biegłego z zakresu ortopedii - traumatologii R. H. rzeczowo z wykorzystaniem właściwej specjalności tego biegłego wiedzy fachowej uwiarygadniała relację pokrzywdzonego w zakresie, w jakim wskazywał on, że zadający mu uderzenia wykorzystywał do tego celu kastet.
Reasumując powtórzyć trzeba, że podniesione przez obrońcę zarzuty obrazy art. 7 kpk oraz skorelowane z nimi jako konsekwencja wadliwej oceny dowodów zarzuty błędu w ustaleniach faktycznych stanowiły jedynie wyraz polemiki z ustaleniami Sądu I instancji, o których trzeba powiedzieć, że na pewno są efektem rzeczowej oceny zgromadzonego materiału dowodowego, dokonanej z uwzględnieniem zasad prawidłowego rozumowania oraz wskazań wiedzy i doświadczenia życiowego, nie wykazującej przy tym istotnych błędów natury faktycznej czy logicznej, prowadzącej natomiast do pewnego sędziowskiego przekonania, którego odzwierciedleniem było uzasadnienie zaskarżonego orzeczenia, wskazujące, jakie fakty sąd uznał za udowodnione i na jakich w tej mierze oparł się dowodach oraz wyjaśniające, dlaczego nie uznał dowodów przeciwnych.
|
|