|
Sąd odwoławczy uznał ustalenia Sądu Okręgowego w zakresie winy V. V. za prawidłowe, natomiast zarzuty apelacyjne z tym związane za nietrafne.
Obrońcy w spójny sposób i z podobną argumentacją zarzucili obrazę przepisów postępowania – art. 7 i 410 k.p.k. Uwiarygodnienie zarzutu dowolnej, a nie swobodnej oceny dowodów wymaga w oparciu o fakty i ich pogłębioną logiczną analizę, że rzeczywiście sąd pominął dowody istotne dla rozstrzygnięcia o sprawstwie i winie, że włączył do podstawy ustaleń dowody nieujawnione, że uchybił regułom prawidłowego, logicznego rozumowania, lub że uchybił regułom wskazaniom wiedzy i doświadczenia życiowego.
Zauważyć należy, że obrońcy zarzucając sądowi, że oparł się na dowodach niekorzystnych dla oskarżonego, w tym zeznaniach świadków ze słyszenia nie dość, że nie wykazali uchybień regułom art. 7 k.p.k., to zaprezentowali pogląd, że dowody z zeznań świadka – M. K., także ze słyszenia, którego źródłem wiedzy miałby być oskarżony, a który zaprezentował odmienną niż pokrzywdzony wersję zdarzenia powinny zdyskredytować wiarygodność świadków M. P. i F. S., dla których źródłem wiedzy był pokrzywdzony. Jest to nie dająca się zaakceptować niekonsekwencja skarżących. W ustaleniach o winie przecież nie decyduje ilościowa przewaga dowodów, tylko jakościowa.
N. S. został przesłuchany wkrótce po zdarzeniu i zeznał, że został zrzucony przez oskarżonego z ławki na przystanku autobusowym, a następnie był bity w lewy bok przez oskarżonego, w okolice brzucha i żeber, także po upadku na ziemię. Wbrew twierdzeniom obrońców istotne znaczenie mają zeznania jego współlokatorów dotyczące przedstawionego im przez N. S. przebiegu zdarzenia. Pokrzywdzony po dotarciu do mieszkania nie był świadomy tego, że ma uszkodzoną śledzionę. Bóle próbował zniwelować plastrami rozgrzewającymi, o zakup których poprosił M. P.. Trudno zatem zarzucić, że już wtedy, zanim został zawieziony do szpitala obmyślał „strategię” oskarżenia V. V. i pociągnięcia go do surowej odpowiedzialności karnej. W tej sytuacji jego relację przedstawioną współlokatorom M. P. i F. S. uznać należy za szczerą i opartą na faktach. Wersję zdarzenia ponadto potwierdziła K. H.. Świadek ten zaraz po przyjęciu N. S. do szpitala potwierdziła w rozmowie telefonicznej z M. P. przebieg zdarzenia tożsamy z tym, który przedstawił jej pokrzywdzony, a nadto zwerbalizowała obawy przed oskarżonym, co skutkowało przekazaniem jej przez świadka gazu pieprzowego.
Bez znaczenia dla rozstrzygnięcia sprawy było ustalenie roli matki K. H. (o co wnosili obrońcy), w procesie zmiany przez nią zeznań w kierunku korzystnym dla oskarżonego, a mianowicie że doszło tylko do szarpaniny. Przebieg zdarzenia i tak różni się od tego, który zaprezentował oskarżony, a z którego wynika, że został napadnięty przez świadka, a następnie pokrzywdzonego, bądź obydwoje jednocześnie. Zwrócić należy uwagę na to, iż świadek przyznała, że pochodzi z tego samego miasta, co oskarżony. Fakt, że było to małe miasto, trzydziesto - sześcio tysięczne, tłumaczy zmianę zeznań obawą przed ostracyzmem. Z kolei wskazywany w apelacjach świadek M. S. (1) składała później niż wszyscy inni świadkowie zeznania i nie jest wykluczone, że poznała przebieg zdarzenia po przeprowadzonym procesie myślowym przez K. H..
Niewiara adw. J. G. w to, że pokrzywdzony o podobnych parametrach fizycznych do oskarżonego nie podjął próby obrony nie została przekonywująco uzasadniona. Pamiętać należy, że pokrzywdzony został zaatakowany znienacka, a leżąc na ziemi miał znacznie mniejsze szanse podjęcia aktywnej obrony. Poza tym nic nie wskazuje na to, że zdarzenie jakoś szczególnie było rozciągnięte w czasie, przecież zakończyło się kiedy ludzie z przejeżdżających samochodów zaczęli trąbić. Podobnie należy ocenić argumentację dotyczącą oceny przyczyn zmiany zeznań dokonaną przez tego obrońcę. Świadek K. H. w czasie zdarzenia spotykała się z N. S. i nie wiadomo z jakiego powodu miałby towarzyszyć jej żal i negatywny stosunek do oskarżonego, który spowodował, że składając po raz pierwszy zeznania chciała mu zaszkodzić. Niewątpliwym natomiast jest, że to oskarżony widząc byłą dziewczynę w towarzystwie innego mężczyzny miał motyw, żeby go pobić, wszak wcześniej mu groził.
Dostrzeżone przez adw. I. Z. mankamenty w zeznaniach N. S., zdaniem Sądu odwoławczego nie dyskredytują jego wiarygodności. Szczegółowość przesłuchania w dużej mierze jest uzależniona od dociekliwości osoby przeprowadzającej czynność. Za podważający wiarygodność pokrzywdzonego nie można uznać faktu, że początkowo pokrzywdzony określał oskarżonego bezosobowo w sytuacji, gdy w następnych zeznaniach twierdził, że napastnika nie znał bliżej, ale wiedział, że wcześniej K. H. się z nim spotykała.
Jako całkowicie nietrafny uznać należało zarzut obrońców oskarżonego – obrazy art. 409 k.p.k. z jednego powodu, że nie stanowi on normy o charakterze stanowczym, obligującej do konkretnego zachowania sądu. Przepis ten jedynie daje możliwość sądowi wznowienia przewodu sądowego, ale go do tego nie zobowiązuje.
W ocenie Sądu II instancji wznowienie przewodu sądowego miało na celu jedynie podjęcie próby wykreowania innego przebiegu zdarzenia i rozerwania związku przyczynowo – skutkowego pomiędzy działaniem oskarżonego, a skutkiem w postaci ciężkiego uszczerbku na zdrowiu pokrzywdzonego. Taki wniosek w oczywisty sposób wynika zarówno z wniosków dowodowych zawartych w apelacji adw. J. G., jak i zarzutów obrazy przepisów prawa procesowego - art. 170 § pkt 2 i 5 k.p.k., art. 193 § 1 k.p.k., art. 201 k.p.k., art. 167 k.p.k. wskazanych w apelacjach obydwojga obrońców.
Zdarzenie przedstawione przez oskarżonego, gdyby zostało uznane za wiarygodne, a trafnie na podstawie ujawnionych dowodów nie zostało uznane za prawdziwe, mogłoby być rozważane jako nie tylko nieumyślne spowodowanie skutku, ale także wypadkowego spowodowania go przez pokrzywdzonego, który atakując sam się przewrócił. Obrona podjęła się, jednak karkołomnego zadania wykazania, że do pęknięcia śledziony doszło w wyniku innej przyczyny, lub zaistnienia współprzyczyny, innej niż mechaniczny uraz.
Biegły M. R. wyraźnie wskazał w swej opinii, że obrażenia ciała, stanowiące ciężki uszczerbek na zdrowiu pokrzywdzonego mogły powstać w okolicznościach wskazanych przez pokrzywdzonego, a zatem urazu mechanicznego. Biegły nie widział potrzeby badania pokrzywdzonego podczas wydawania opinii, a obrońcy nie wykazali co badanie mogłoby zmienić w zakresie kwalifikacji prawnej, czy winy oskarżonego. Nie kwestionowali przecież wiarygodności dokumentacji medycznej dotyczącej konieczności usunięcia uszkodzonej śledziony i ewakuowania 1,5 litra krwi. Opinia nie może być uznana za niejasną, czy niepełną tylko dlatego, że świadek zdarzenia zmienił zeznania. Bezpośrednie przesłuchanie biegłego mogłoby wprawdzie doprowadzić do wydania opinii w kilku wariantach, co nie zmienia faktu, że ostatecznie w dalszym ciągu na sądzie orzekającym w sprawie spoczywałby obowiązek dokonania oceny źródłowego materiału dowodowego w postaci zeznań dwóch naocznych świadków. W tym przypadku, ani obrona, ani sąd nie rozważał, że doszło do wypadkowego uszkodzenia śledziony. Obrońca na etapie postępowania sądowego wnosił o wezwanie biegłego, ale przepisy k.p.k. nie obligują do bezpośredniego przesłuchania biegłego, o ile opinia spełnia swe wymogi. Z k. 206 wynika, że obrońca nie wnosił o opinię uzupełniającą, a wnosił, żeby wezwać biegłego, aby on odpowiedział na szereg pytań odnośnie działania oskarżonego, a doznanych obrażeń u pokrzywdzonego. Wniosek dowodowy nie zmierzał zatem w kierunku wykazania tak jak w apelacjach, że do uszkodzenia śledziony doszło na skutek nadużywania alkoholu, a nawet narkotyków przez pokrzywdzonego. Fakt nadużywania substancji psychoaktywnych próbowano wykazać poprzez zeznania zawnioskowanego świadka S. R. i K. H., z tym że ta ostatnia dopiero w postępowaniu sądowym podała, że pokrzywdzony co drugi dzień pił alkohol, albo w weekend. Zwraca uwagę fakt, że mając zagwarantowaną wolność wypowiedzi, nie podała, iż w dniu zdarzenia skarżył się na jakieś bóle, a dopiero miała o tym zeznać po wznowieniu postępowania, po ustanowieniu dwóch nowych obrońców. Nadużywania alkoholu nie potwierdzili współlokatorzy, zaś podejrzenie zażywania narkotyków pojawiło się dopiero w apelacji adw. I. Z.. Nie trzeba mieć wiedzy specjalistycznej, by wiedzieć, że na skutek działania substancji trującej dochodzi do uszkodzenia wątroby, a nawet martwicy, czy uszkodzenia nerek, ale nie jest znany przypadek, by z tego powodu samoistnie pękła wątroba, nerki lub śledziona. Obrońcy nie przedstawili żadnego wiarygodnego źródła dowodowego na potwierdzenie tej tezy, bo wydruk z internetu takim nie jest. Bezsprzecznie wiadomym natomiast jest, że okres pobytu w szpitalu nie wpływa na ocenę stopnia uszkodzenia ciała, więc zarzuty z tym związane, a mające wynikać z telefonicznych wiadomości tekstowych dotyczących chęci przedłużenia pobytu w szpitalu są bezpodstawne. Niczego istotnego nie wniosłaby także dokumentacja z leczenia szpitalnego pokrzywdzonego z lat 2014 – 2015, bowiem leczono wówczas owrzodzenie żołądka i nie mogło mieć to związku z uszkodzeniem śledziony w 2020r.
Za niezasadny Sąd II instancji uznał zarzut podniesiony we wniesionych środkach odwoławczych, a związany z obrazą art. 204 § 1 pkt 2 k.p.k.
Zgodnie z treścią tego przepisu, tłumacza wzywa się dla osoby nie władającej językiem polskim. Oznacza to, że nie istnieje obowiązek wzywania biegłego tłumacza do czynności z udziałem cudzoziemca, a jedynie w takich przypadkach, kiedy nie posługuje się językiem polskim swobodnie, nie rozumie znaczenia podejmowanych czynności. Świadek M. S. (2) deklaratywnie zanegowała znajomość języka polskiego, ale sąd rozpoznający sprawę nie miał problemów z porozumieniem się ze świadkiem, o czym także przekonują zapisy w protokole. Poza tym należy zauważyć, że obrońcy nie wykazali by brak tłumacza jakościowo wpłynął na treść zeznań M. S. (2), która podała wersję zdarzenia zbieżną z wersją V. V..
Nie można zgodzić się ze skarżącymi, że w przypadku zaniechania wezwania tłumacza ucierpiało prawo do obrony oskarżonego. Po raz pierwszy w/w został przesłuchany przez prokuratora (k.57-59). W obecności aplikantki A. P. i adw. P. N. podejrzany oświadczył, że zna język polski w mowie i piśmie i nie potrzebuje tłumacza. Niewyobrażalnym jest, by obrońca działał na szkodę swego mandanta i nie reagował w sytuacji, gdyby było odmiennie. Niezależnie od tego, że oskarżony z wykształcenia nie jest prawnikiem, to korzystał z pomocy wykwalifikowanego adwokata, którego rolą było dbanie o jego interesy, w tym wytłumaczenie pouczenia o prawach i obowiązkach. Zarówno Sąd I, jaki II instancji miał okazję przekonać się, że oskarżony płynnie władał językiem polskim. Odpowiadał bez zbędnego namysłu, rzeczowo i poprawną polszczyzną. Zauważyć też trzeba, że prezentował on spójną linię obrony i nie kwestionował żadnej części swych wyjaśnień, które ewentualnie mogły zostać zniekształcone wskutek niedostatecznej znajomości języka.
Zgodnie z art. 424 § 1 pkt 1 i 2 k.p.k. uzasadnienie powinno zawierać
zwięzłe wskazanie, jakie fakty sąd uznał za udowodnione lub nieudowodnione, na jakich w tej mierze oparł się dowodach i dlaczego nie uznał dowodów przeciwnych, wyjaśnienie podstawy prawnej wyroku.
W § 2 art. 424 k.p.k. wskazano, że w uzasadnieniu wyroku należy ponadto przytoczyć okoliczności, które sąd miał na względzie przy wymiarze kary, a zwłaszcza przy zastosowaniu nadzwyczajnego złagodzenia kary, środków zabezpieczających oraz przy innych rozstrzygnięciach zawartych w wyroku.
Wbrew twierdzeniu adw. I Z. uzasadnienie, choć sporządzone na formularzu i było zwięzłe, spełnia wszystkie wymogi art.424 k.p.k. Poza tym art. 455a k.p.k. wyraźnie stanowi, że nie można uchylić wyroku z powodu obrazy art. 424 § 1 i 2 k.p.k.
Jako zasługujący na uwzględnienie Sąd odwoławczy uznał zarzut podniesiony przez adw. I Z. – rażąco niewspółmiernej kary.
W każdym przypadku sąd powinien baczyć przede wszystkim na to, aby dolegliwość całokształtu represji skierowanej przeciwko skazanemu nie przekraczała stopnia jego winy, albowiem każda kara nie spełniająca tego ostatniego wymogu uznana będzie za rażąco surową w rozumieniu art. 438 pkt 4 k.p.k.
Rażąca niewspółmierność kary, o jakiej mowa w art. 438 pkt 4, zachodzić może tylko wówczas, gdy na podstawie ujawnionych okoliczności, które powinny mieć zasadniczy wpływ na wymiar kary, można było przyjąć, iż zachodziłaby wyraźna różnica pomiędzy karą wymierzoną przez sąd pierwszej instancji a karą, jaką należałoby wymierzyć w instancji odwoławczej w następstwie prawidłowego zastosowania w sprawie dyrektyw wymiaru kary przewidzianych w art. 53 k.k. oraz zasad ukształtowanych przez orzecznictwo SN (por. III KR 254/73, OSNPG 1974, nr 3-4, poz. 51 i aprobatę tego stanowiska: M. C., Z. Doda,
Przegląd orzecznictwa, Pal. 1975, nr 3, s. 64).
Co prawda obrońca nie wskazała przyczyn, które jej zdaniem doprowadziły do wymierzenia rażąco surowej kary, to jednak zauważyć należy, że Sąd Okręgowy nie nadał dostatecznej rangi okolicznościom łagodzącym. Głównie Sąd I instancji skoncentrował się na skutku jakim było pozbawienie pokrzywdzonego ważnego organu ciała. Wyczerpanie znamion przestępstwa samo w sobie nie może stanowić okoliczności obciążającej. Wyraz temu, że spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu cechuje wysoka szkodliwość społeczna dał ustawodawca podwyższając dolną granicę ustawowego zagrożenia do lat 3, przy czym sam Sąd Okręgowy in concreto ocenił stopień winy oskarżonego jako średni. V. V. nie był dotychczas karany sądownie, jest stosunkowo młodym człowiekiem, choć nie młodocianym (w czasie czynu miał 24 lata). Przypisanego przestępstwa dokonał z zamiarem nagłym widząc swoją byłą dziewczynę na przystanku z pokrzywdzonym oraz w zamiarze ewentualnym. Podczas bicia N. S. nie używał żadnego narzędzia, jak słusznie dostrzegł Sąd I instancji. Dotychczasowy sposób życia przekonuje, że kara w wymiarze 3 lat i 6 miesięcy pozbawienia wolności spełni swój cel w wychowawczy i zapobiegawczy w zakresie prewencji indywidualnej i generalnej.
|